Poprzedni temat «» Następny temat
Cele
Autor Wiadomość

Zgoda na multikonto
Pomógł: 4 razy
Wysłany: 2017-01-14, 17:25 Cele [Cytuj]


Cele





_________________
[Profil] [PM]
Autor:[MG] Selene

Zgoda na multikonto
Pomógł: 4 razy
Wysłany: 2017-06-17, 07:24 [Cytuj]

Młoda wampirzyca z klęczek upadła na bok nie mając dłużej siły siedzieć w tej samej pozycji. Jej myśli i emocje prowadziły wewnątrz niej wojnę, wojnę w której sama się gubiła, i z której nie potrafiła znaleźć żadnej drogi ucieczki. Od tego wszystkiego kręciło jej się już w głowie, aż było jej niedobrze. Czuła się jakby ktoś wepchnął ją w sam środek emocjonalnej karuzeli, albo gorzej - tornada, które wymknęło się spod kontroli i nad którym nikt nie potrafił dłużej zapanować. Przez to niemal fizycznie czuła jakby była na skraju szaleństwa, jeśli w ogóle można było czuć, że zaraz postrada się rozum.
Nadal łkając ukryła twarz w brudnych dłoniach nie wiedząc jak powinna sobie z tym wszystkim poradzić, a myśli i pytania tylko się mnożyły zamiast znikać. Wzburzenie Shi słowami dziewczęcia było tylko kolejną deską do trumny, którą sama sobie szykowała a to sprawiło, że skuliła się w sobie jeszcze bardziej jakby mając nadzieję, że im ciaśniej zwinie się w kulkę tym mniej będą dosięgać ją kolejne problemy. Odsunęła się również trochę do tyłu nieco bliżej zimnej ściany, zupełnie tak jak gdyby to drobne zwiększenie dystansu między dwojgiem miało uratować ją przed jego gniewem, który niemalże materializował się tuż obok niego i wzmagał strach kłębiący się w jej drobnym ciele.
- Znasz mnie tak samo jak ja ciebie. Wcale! – zawołała buntowniczo na swoją obronę, chociaż wcale nie chciała wszczynać żadnej kłótni, w której mogłaby się polać krew, jej krew dokładniej. Ale na to chyba było już za późno. – Może i jestem głupia, ale jeszcze do niedawna byłam marnym, kruchym człowiekiem, który z każdym kolejnym dniem zbliżał się do swojego końca! Zapomniałeś już o tym? Byłam tylko człowiekiem, który dawał porwać się emocjom i działał pod wpływem impulsu „bo nie miał czasu do stracenia”. Nie musiałam wcale przeżyć tyle co ty żeby wiedzieć, że świat nie jest różowy i dlatego zrobiłam to co zrobiłam... – łzy, które do tej pory nieustannie spływały jej po policzkach trochę zelżały w swej intensywności, ale tylko dlatego, że oczy biednej dziewczyny zaczęły się męczyć i powieki stawały się coraz cięższe. Zaczerwienione białka również zaczynały boleć utrudniając płynne otwieranie i zamykanie oczu. – Wszystko widziałam! – zaczęła na nowo podejmując temat z uniesionym głosem. – Widziałam mężczyznę klęczącego zupełnie jak ja teraz i ostrze, które błyszczało się w świetle lamp. To samo ostrze wprawiono w ruch i chwilę później ten… ten wampir leżał już na ziemi bez głowy. I wiesz co? Ręka, która się tego dopuściła nawet nie zadrżała, w jej ruchu nie było żadnego zawahania, a zaraz po tym nakarmiła swoją krwią dziewczynę, która się tam znalazła. Wiesz kto to był? Moja kuzynka, która leży teraz zimna w twoim bagażniku! Nie próbuj mi więc wmawiać, że nie wiem jak to jest zawieść się na kimś komu bezgranicznie się zaufało… - ostatnie zdanie wypowiedziała już znacznie spokojniej tonem wypranym z wszelkich emocji. Nie miała już siły żeby krzyczeć, kłócić się i dalej walczyć.
_________________



[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:Yan Mei Liu

Zgoda na multikonto
Wysłany: 2017-06-18, 18:26 [Cytuj]

Słowa... słowa potrafiły być bardzo zgubne. Słowa kłamały. Kłamać również potrafiły czyny, ale w nich o wiele trudniej było ukryć samego siebie, swoje prawdziwe pobudki, namiętności, które kierowały umysłem, a który to umysł kierował ciałem. Niestety wcale nie znaczyło to, że czyny były szczere. Nie wiem, co tutaj było kłamstwem, ale wiem jedno: zwodzili siebie nawzajem i w tym utknęła ich tragedia. Myśleli jedno, mówili drugie, kiedy już mówili - odbierali siebie wzajem tak pokracznie, tak niezgrabnie... nie szukali dna w samych sobie: zamiast widzieć siebie wzajem widzieli tylko kraniec własnego nosa - tego zranionego, tego dotkniętego. Zrozumienie? Nie było zrozumienia. Akceptacja? Nie było akceptacji - nie akceptowali ani swojego wnętrza, ani wnętrza tego, kto przed nim stał - jak ślepe konie, którym woźnica założył klapki na czarne oczy, by nie widziały tej przepaści, w którą je poganiał - szybciej, szybciej, galopem, moi drodzy! Przecież do mety tak nam śpieszno... Przemy więc w przód i po jakimś czasie przestajemy słyszeć cmokania popędzającego nas człowieka, który dzierży lejce przykute do raniących języki cugli, przestajemy słyszeć jego okrzyków zmuszających do posłuszeństwa i komend, które wypowiadał, znika świst bata i pozostaje tylko tętent naszych własnych kopyt i szczękanie śrubek i zatrzasków, które spinają cały powóz, który musimy ciągnąć siłą własnych mięśni. Dokąd więc tak biegniemy i czemu zależy nam, by dotrzeć do końca..? Niepewność błądzenia w ciemności, poruszania się po omacku, bycia kierowanym ślepcem - to męczy, to za bardzo nam ciąży... a przed nami wciąż dwa długie dni podróży. Przez to, że nie słyszymy nawet własnych głosów każde z nas chce podążyć w inną stronę, nogi nie unoszą się w jednym rytmie a chaotycznie zderzają z ziemią - obijamy się o siebie i jest nam tylko ciężej. Oto my - ci głupi. Ci głusi. Ci zmęczeni.
Cztery już chyba naprawdę jej nie słyszał. Wszystkie jej słowa zaczęły mu się zlewać w jedno, coś w nim drżało, coś mu ciążyło... coś, co zawsze przejmowało nad nim kontrolę kiedy chciało, bo nigdy nie widział powodu, by nad tym panować. Zrobił krok do przodu i jego ciało wydłużyło się - następny krok był już opadającymi wilczymi łapami na ziemię - wcale nie były to wolne kroki, to był jeden oddech, jedno mrugnięcie okiem, jeden przebłysk. Wilczur skoczył na dziewczynę i zacisnął kły na jej gardle wydając z siebie wściekły warkot - przywalił ją do zimnej posadzki swoim ciężarem ciała i jako przywódca stada poddusił ją, przyciskając do ziemi, ucząc posłuszeństwa, ucząc, że nie powinna pyskować, nie powinna podnosić głosu, którego natężenie, zbyt drastyczne, wzmocnione echem pustych ścian, całkowicie rozkołatało jego wnętrze - problem był w tym, że w przeciwieństwie do dobrego opiekuna on nie chował swoich kłów. Zaraz puścił szyję dziewczyny tylko po to, by ugryźć ją w bark i szarpnąć - i dziabać, i dziabać, i dziabać... Tak, by na pewno poczuła. By zapamiętała.
_________________
Nothing stays alike from another perspective -
Runners got no past, only traces from others.
[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:Shi Tang

Zgoda na multikonto
Pomógł: 4 razy
Wysłany: 2017-06-18, 19:26 [Cytuj]

Wszystko podziało się tak szybko, zbyt szybko dla dziewczęcia, które przez roztargnienie i zmęczenie odbierało bodźce jeszcze wolniej niż normalnie. Pozycja, w której się znajdowała również nie pozwalała jej zareagować tak płynnie jakby tego pragnęła. Zdążyła tylko unieść lekko głowę, wziąć drżący oddech i zamrugać, gdy przed nią pojawił się wielki basior przeszywający ją na wskroś swoimi wielkimi oczami. W tak krótkim czasie już drugi raz udało jej się sprowokować bestię do tego, by stanęła tuż przed jej nosem, szczerząc groźnie swe kły. Ale tym razem nie miała gdzie uciec, nie było samochodu ani drzwi, za którymi mogłaby się schować, nie było osoby, która mogłaby odgrodzić ją od wilka i kazać się stąd wynosić. Byli tylko oni, a między nimi pusta przestrzeń, która drastycznie malała z każdym poruszeniem się zwierzęcia.
Ciało wampirzycy sparaliżował strach, a głos uwiązł w gardle z niewygodnym uczuciem duszenia. Odsunęła się zaledwie o kawałek jeśli w ogóle, a moment później dusiły ją zaciskające się szczęki wilka, który bez najmniejszego wysiłku rzucił się na nią przygniatając ją całym swoim ciężarem do zimnego betonu. W ułamku sekundy serce zaprzestało swojej pracy i wszystko co ich otaczało zniknęło, by przed oczami niewiasty niczym urywki z filmu migało jej całe życie. Teraz to już naprawdę był koniec, cała nadzieja zniknęła niczym papierowy stateczek, który puszczony na wodzie został nakryty przez gwałtowną falę nieznającą litości. Jeszcze trochę, niech odrobinę mocniej zacisną się kły na jej delikatnej szyi... Chyba sama zaczęła już tego wyczekiwać zaciskając mocno powieki, a kiedy ten moment nie nadszedł poczuła rozczarowanie? Czyżby nawet teraz się nad nią znęcał i postanowił, że nie podaruje jej szybkiej śmierci? Może miał rację, może na to właśnie zasługiwała. Jednak nie było czasu na rozmyślania, zębiska zaatakowały jej ramię szarpiąc nią niczym zabawką. Tak, była teraz nie więcej jak szmacianą lalką i doskonale wiedząc, że nie ma najmniejszych szans na wykaraskanie się z tej sytuacji mimo wszystko wyciągnęła drugą rękę próbując powstrzymać bestię. Chyba naprawdę była głupia myśląc, że coś tym zdziała. Ostatkami sił próbowała uciec wierzgając na wszystkie strony, ale była zbyt słaba i tylko jeszcze bardziej traciła siły. W końcu przestała stawiać opór, jej sprawa była już przesądzona. Zamglonymi od bólu i łez oczami ostatni raz spojrzała na ogromne cielsko, które wciąż nią szarpało, a później przymknęła powieki. Nie miała zielonego pojęcia nad czym powinno się rozmyślać w ostatnich chwilach życia dlatego pobieżnie przypomniała sobie wszystkie radosne chwile, które dane jej było przeżyć. Nie było ich wiele, ale również nie miało. Na sam koniec pozostawiła sobie wspomnienie z tamtej przypadkowej nocy w trakcie, której tak beztrosko tańczyła sobie z uśmiechającym się Shi. Tak, to było dobre wspomnienie więc skoro miała zginąć z jego rąk dlaczego miałaby nie udawać, że znów razem tańczą, a gwałtowne szarpnięcia to tylko bolesny wytwór jej wyobraźni...
_________________



[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:Yan Mei Liu

Zgoda na multikonto
Wysłany: 2017-06-18, 20:41 [Cytuj]

Tragedia. Oto z kim tańczyłaś, słodka Yan: z Tragedią. Ta Tragedia była teraz twoim osobistym katem, tutaj, parę stóp pod ziemią, w twoim prywatnym grobowcu, w twojej osobistej chwili klęski, gdy cała energia ulatywała z ciebie kropelka po kropelce. Byliście dwójką koni ciągnących zaprzęg, jak to się stało, że niemożliwość usłyszenia własnych głosów doprowadziła do tego, że silniejszy rumak po prostu wyparł słabszą jednostkę z toru, chociaż jeszcze parę miesięcy temu byli sobie przyjaciółmi? Szybko uciekał czas jeszcze szybciej niż uciekały cenne kilometry nierównej trasy, którą kazali nam przemierzać - nie martw się, już nie martw niczym, Przyjaciółko - zamknij swe oczy, zaślepione przez tego, kto strzelał batem i ranił nasze karki i rozluźnij mięśnie, które tak mocno musiały pracować w ostatnich dniach... Są rzeczy gorsze niż śmierć, wiesz? Zobacz tylko, jak delikatna jest moja Matka, jak lekkie są jej ramiona, kie ty zapadasz się w dół, gdy kończy ci się czas i w swym nieżyciu odmierzasz ostatnie oddechy, które mogłabyś złapać, gdybyś nadal była człowiekiem. Nie będzie trzeciej szansy - chociaż przekonywali, że to do trzech razy sztuka... więc może... może..? Masz nadzieje, kochana? Zaczerpnij z jej źródła wszystkimi siłami, jeśli jeszcze jakieś ci zostały - to nie koniec tej drogi i chociaż nasz wóz się rozpada a woźnica krzyczy coraz głośniej (niech krzyczy, przecież i tak nikt go nie słyszy), nie możemy się zatrzymać. Nie możesz opaść na pobrużdżoną odciskami podków i stóp ziemię, w której zapadały się kopyta - podniósł się właśnie kurz wojny i to była Twoja wojna.
Tak jak Twoja była Jutrzenka.
Tak jak twoja była Pustka.
Zapach krwi jeszcze mocniej rozdrażnił Czwórkę, którego umysł całkowicie się wyłączył - napierał na Yan z taką siłą, że trzasnęła w końcu kość jednego z żebra, gdy niemal na niej podskoczył, kiedy machnęła swoją ręką starając się bronić - próbuj, oczywiście. Nie wyjdzie. To nie mogło się po prostu udać. Kolejny warkot i pokryty krwią pysk znów zanurkował do wampirzycy by zmiażdżyć niemal w swoich kłach jej przedramię, którym starała się od niego odgrodzić - rana za raną, kawałki podartego materiału i krople krwi - tak wiele cennej, słodkiej krwi... Powinna być słodka. Nie była ani ciepła - ani słodka. Nosiła w sobie żal, gorycz, była gorzka, nie smakowała, sprawiała, że chciało się cofnąć język, wypluć ją, ale ona ciągle przyklejała się do czarnego futra na pysku. Czemu ta krew wcale nie była słodka..? Czemu ten ogień nie był gorący, a jakąś ostatecznością zalewał całe ciało? Nie mam wyboru, nie mam wyboru... Wybór zawsze był. czy mogłaś, Yan, oglądać jak krzywdzą twoją rodzinę? Mogłaś. Chciałaś jednak coś zmienić, zabawić się w bohaterkę, ale wiesz - zdradzę ci prawdę, którą doskonale poznałem.
Zawód "bohater" to zawód o wyjątkowo krótkim stażu.
Przecież dobrze rozumiałem twój ból.
Kąsanie w końcu ustąpiło - zwalniało, zwaliło, zamieniło się w trącanie, kiedy ofiara przestała walczyć i bezwiednie poddała się zabiegom wilka i końcu ustało.
Wspomnienie, które Yan przywołała do swojej głowy było dla niego bardzo wyraźne.
Wilczur zaskomlał cicho i zaczął węszyć wokół dziewczyny, jego wilgotny nos niemal dotknął jej ran - ułożył się przy niej, kładąc po sobie uszy i zaczął przejeżdżać językiem po ugryzieniach - jak wiele krwi dziewczyna straciła? Jej nieprzytomne oczy zasnute były mgłą.
_________________
Nothing stays alike from another perspective -
Runners got no past, only traces from others.
[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:Shi Tang

Zgoda na multikonto
Pomógł: 4 razy
Wysłany: 2017-06-18, 21:53 [Cytuj]

Głupiutka wampirzyca doskonale wiedziała, że jej próby ucieczki jeszcze bardziej rozwścieczą wilka i podziałają na niego jak zachęta do dalszej zabawy. Dlaczego więc to zrobiła narażając się na najgorsze? Sama nie do końca zdawała sobie z tego sprawę, może to jednak ta chęć życia, która tliła się w niej głęboko, głęboko na dole nie pozwalała poddać się tak po prostu bez najmniejszej walki. Nawet jeśli miała ją przegrać przynajmniej mogła mieć czyste sumienie wiedząc, że nie odrzuciła obojętnie podarowanej jej nieśmiertelności i chociaż raz postanowiła być samolubna i zawalczyć o coś dla siebie.
Im dłużej była szarpana i atakowana, tym bardziej rozmyte stawały się wspomnienia, których trzymała się kurczowo niczym ostatniej deski ratunku. Nie mogła jednak walczyć z ciemnością w nieskończoność i z każdą kolejną upadającą kroplą krwi coraz bardziej osuwała się w nicość aż w końcu wszystko na dobre zniknęło.
Jak długo leżała tak zimna i nieruchoma, przypominając w swym tragizmie kuzynkę, która również noc wcześniej napoiła swoją krwią ziemię? Jak długo kazała na siebie czekać temu Wilkowi, który przed momentem był jej największym strachem, a teraz leżał tuż obok doglądając jej ran, które sam na niej pozostawił? Nie wiedziała, nic nie wiedziała i nie chciała się dowiadywać. Nawet, gdy się ocknęła nie poruszyła choćby palcem na znak, że jednak żyła i niemo wpatrywała się w sufit, którego wcale nie znała, a jednak kojarzyła sprzed omdlenia. Leżąc tak na zimnym betonie wśród woni własnej krwi unoszącej się w powietrzu, czuła tylko przeszywający ból rozerwanego ciała i złamanych kości oraz głód pobudzony przez utratę krwi. Jej spierzchnięte wargi zadrżały, gdy lekko odwróciła głowę, by móc spojrzeć na swego oprawcę, który wyglądał prawie tak samo marnie jak ona.
- Dlaczego... Dlaczego przestałeś? - zapytała cicho i ochryple. - Byłeś już tak blisko, tak niewiele brakowało do końca. Czemu mnie oszczędziłeś skoro pałasz nienawiścią? - kontynuowała dalej, jakby z wyrzutem w głosie. Zupełnie jakby była zawiedziona jego postępowaniem i tym, że nie doprowadził sprawy do końca. Chciała się poruszyć, ale zmiażdżony bark odmówił posłuszeństwa pozostawiając tą rękę zupełnie obojętną na wolę jej właścicielki. Zniechęcona nawet nie podejmowała kolejnej próby poruszenia poszarpanym ciałem i pozostała nieruchoma. Może tak nawet było lepiej, bo przecież gdzie miałaby się udać po tym jak już się podniesie? Westchnęła cicho i jeszcze przez kilka długich sekund nic nie mówiła. W końcu ponownie spojrzała na Shi.
- Tylko zobacz, przelałeś krew cały się brudząc i wszystko na nic... Dalej żyję. - mruknęła unosząc lekko mniej ranną rękę i palcami przejechała delikatnie po pysku bestii, ścierając z niego gęstniejącą i zasychającą krew.
_________________



[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:Yan Mei Liu

Zgoda na multikonto
Wysłany: 2017-06-18, 22:18 [Cytuj]

Zapach krwi nie znikał. Stopił się w jedność z tym otoczeniem, a on leżał koło niej, ciepły, przylegając do jej ciała, ogrzewając jej chłodną skórę, z położonymi uszami i wpatrywał się w jej twarz, ciągle chłoną jej myśli - albo raczej te mgliste, niewyraźne mary, które przesuwały się w pół omdleniu po jej umyśle, w tym całkowitym wycieńczeniu i żadna z nich nie była intensywna na tyle, by mógł je rozczytać, jego palce, które nie dotykały jej wcale, ale które przesuwały się po je prywatnym królestwie, rozgarniały gęstą mgłę, ale ilość mlecznej cieczy, którą przesunął, nie malała ani nie odkrywała majaczących w nich, zmieniających się,niewyraźnych sylwetek, imion, twarzy - tego niewyraźnego deszczu, tych wszystkich wspomnień, o których ona starała się myśleć, a których on nie mógł odczytać z wymęczonej jaźni. Z jednej strony nadal chciał wbić kły w jej gardziel i oderwać jej głowę od ciała, sam nie wiedział, jak to się stało, że tego nie zrobił -to nie była żądza mordu, przecież nie chciał jej zabić... więc co? Skrzywdzić ją?
Egoistyczny wyraz tego wszystkiego był bardzo prosty: wyżył na niej swoją frustrację,bo miał do tego prawo - prawo dżungli, którym to ludzie chwiali, starali się mu przeczyć, a przez to efekt jest prosty: coraz więcej chorób, coraz więcej wynaturzeń, bo to zawsze było bardzo proste: przetrwać mieli najsilniejsi. Według moralności zaś: jakim prawem ktoś miał decydować o życiu czy nieżyciu jednostki..? Konflikt wewnętrzny ciągle jeżył futro n karku. Pozostawiał go w pełnej gotowości, chociaż właściwie nie wiedział nawet, na co jest gotowy - wiedział tylko jedno: czuwał, żeby wiedzieć, kiedy się wybudzi. Kiedy poruszy się i jej woń przebije się przez woń zaschniętej krwi, a myśli staną chociaż odrobię bardziej klarowne - i w końcu się doczekał. Wilczur uniósł łeb i spojrzał uważnie na dziewczynę, która uchyliła ciężkie powieki i rozchyliła spierzchnięte wargi, kierując na niego swoje spojrzenie, by zacząć mówić. Nie było długo nieprzytomna, zarazem była nieprzytomna na tyle długo, żeby myśli Czwórki, ciągle ciężkie od natłoku krwi, która rozpalała jego gardło i pragnienie, przesunęły się po pewnym fakcie: akcja kończy się reakcją, tak tworzą się łańcuchy rządzące światem, a on nawet nie zbierał się do ucieczki. Czemu? Nie potrafił sobie odpowiedzieć na to pytanie, chociaż odpowiedź leżała tuż przy nim i na niego spoglądała. Powinien uciekać. Umknąć przed Junem, który pewnie się wścieknie. Dla Czwórki było to irracjonalne, ale dla niego niemal wszystko co związane z polityką rodu było irracjonalne - zwyczajnie niezrozumiałe - znał jednak Juna na tyle, żeby wiedzieć, jak to się skończy - i zawsze umykał, zanim ten się porządnie na niego zdenerwował. Teraz nie uciekał. Nawet się nie obawiał. Czemu?
Wilk zamachał ogonem, kiedy dziewczyna uniosła swoją dłoń do jego pyska i wyszedł jej ręce od razu na spotkanie, stykając się z nią wilgotnym nosem, ale zaraz ten nos, ten bok okrwawionego pyska zamienił się w jego twarz, kiedy przybrał ludzką postać - nachylał się nieznacznie nad dziewczyną, klęcząc na ziemi - w jego oczach nie było wyrzutów sumienia, nie było bólu - zawsze były dokładnie takie same... zawsze prócz momentów, gdy ogarniał go szał, jakby chłopak naprawdę niczego poza gniewem nie był w stanie odczuwać. Och był. Czuł całkiem sporo... i dlatego tak często uciekał. Zazwyczaj nie przed innymi: zazwyczaj przed samym sobą.
Jej delikatny dotyk...
Podsunął się nieco bliżej i złapał jej dłoń, by odłożyć ją na jej klatkę piersiową i tak samo jak tamtego deszczowego dnia ściągnął z siebie bluzę, by nakryć dziewczynę - była ciepła, nagrzana od jego ciała, które jeszcze nosiło temperaturę psiego, zupełnie jakby Yan naprawdę miała szansę zmarznąć. Irracjonalne. Doprawdy: irracjonalne.
Opuścił spojrzenie dotykając jednym palcem chropowatej ziemi.
- Nie nienawidzę cię...
_________________
Nothing stays alike from another perspective -
Runners got no past, only traces from others.
[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:Shi Tang

Zgoda na multikonto
Pomógł: 4 razy
Wysłany: 2017-06-18, 23:16 [Cytuj]

Jakież to dziwne było uczucie widząc zadowolonego Wilka, którego ogon zamiatał teraz zimny beton jak urocza zmioteczka. To wszystko było tak zagmatwane i skomplikowane, że nie wiedziała co powinna o tym wszystkim myśleć, jednak ten widok tchnął w nią trochę ciepła, które przesłało swą iskierkę po całym zmarzniętym ciele. Nie sposób było nie wyciągnąć do niego dłoni, choć dotyk dziewczęcia wcale nie był pewny i było w nim widać wahanie. Czy na pewno powinna sobie na to pozwalać? A co jeśli to był tylko jakiś podstęp i zaraz udziabie ją raz jeszcze? Nie chciała tak myśleć, nie chciała w to wierzyć, ale minione doświadczenie nie pozwalało jej pozostać tak samo nieostrożną. Kiedyś mu przecież powiedziała, że się go nie boi i powinni trzymać się razem. Teraz? Teraz była przerażona i pewnie jeszcze przez długi czas będzie drżała, gdy ten tylko gwałtowniej się poruszy. Trwała jednak w przekonaniu, że sama to na siebie ściągnęła. Znów to robiła. Znów brała na siebie winę nie wiedząc nawet po czyjej stronie tak naprawdę ona leżała. Ale sumienie tak jej kazało zrobić i tak postąpiła, wybaczyła mu wszystko co zrobił upominając samą siebie, że w przyszłości powinna być ostrożniejsza.
Wilczy pysk zamienił się w dobrze jej znaną twarz, która wcale nie uchyliła się pod jej dotykiem. To również doszczętnie nią poruszyło, bo wiedziała jak bardzo nie lubił, gdy jego przestrzeń była naruszana bez wyraźnego pozwolenia. Ona takowego wcale nie dostała, a mimo to nie odepchnął jej ręki z obrzydzeniem, ani nie odszedł z rozgniewaną miną. W zamian chwycił ją delikatnie i odłożył. Czy zobaczył w tamtym momencie rozczarowanie, które przemknęło cieniem po jej twarzy? Ta samolubność przed którą tyle uciekała, a której w końcu uległa zakorzeniła się w niej trochę bardziej. To sprawiło, że lgnęła do czyjegoś ciepła jak ćma do światła i wcale nie było jej za to wstyd, żałowała tylko, że tak szybko postanowił ją puścić. Chyba jednak nadal nie lubił nikogo dotykać ani być dotykany.
Bez słowa przyjęła bluzę, którą okrył jej ranne i zimne ciało. Rzeczywiście była przyjemnie cieplutka, aż chciało się przymknąć oczy. Wampirzyca spróbowała więc samej ogrzać swoje ciało. Próbowała i próbowała, ale nic z tego nie wychodziło. Serce uderzało kilka razy, a później znów zwalniało zostawiając ją zimną. Musiała stracić zbyt wiele krwi i być zbyt zmęczona, by móc zmusić ciało do "normalnego" zachowania.
Słowa mężczyzny pozostały dla niej zagadką, zupełnie wykluczając się z tym czego dopuścił się wcześniej. Jak mógł jej nie nienawidzić?
- Przecież sama się o to prosiłam, jesteś pewien tego co powiedziałeś? - dopytywała nie dając za wygraną. Czy tak bardzo jej zależało żeby jednak usłyszeć, że nią gardzi? Tak. To zmniejszyłoby jej poczucie winy za to, że tak bardzo wszystkich skrzywdziła.
_________________



[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:Yan Mei Liu

Zgoda na multikonto
Wysłany: 2017-06-19, 00:15 [Cytuj]

Nie odrywał jej dłoni od swojego policzka dlatego, że nie chciał jej bliskości. Leżał przecież tak blisko niej, ciało przy ciele, teraz ten dotyk był tak miły, taki łagodny - chociaż to raczej ona teraz potrzebowała tej delikatności to obdarzyła nią właśnie jego. Swoją Tragedię. Odłożył jej rękę dlatego, by nie sprawiała sobie więcej bólu niż on już jej przysporzył. Dlatego zapytam raz jeszcze: czy czuł wyrzuty sumienia, czy żałował? Nie da się w tak prosty sposób rozrysować tego, co odczuwał, a z całą pewnością odczuwał smutek i wiedział, że nie chciał, żeby Yan okrywała jej własna krew, która swędziała jego nozdrza, pisała w jego mózgu kolejne pytanie zaczynające się od "czemu".
Dlaczego.
Oboje chcemy wiedzieć, dlaczego nasz wóz leżał w rowie - czemu woźnica był przez niego przygwożdżony i już nie oddychał? Dotknijmy go naszymi chrapami, już jest chłodny, ale nasze ciepło go ociepli - i czemu ty też leżysz z połamanymi nogami, niezdolna do dalszej gonitwy? Błyskawica, która przecięła niebo, kiedy runęłaś w dół, wszystko mi przysłoniła, ale teraz przynajmniej widzę bardzo wyraźnie mimo ciemnych chmur nad naszymi głowami - jedna z nich niedawno odsunęła się na bok i wpuściła blask gwiazd na zakurzoną drogę, z której nie unosił się już pył. Nikt po niej nie gonił. Ukoiły się zmysły i nagle ni było świstu bata, nie było gróźb i żądań, zamilkł tętent, który rozsadzał bębenki. Cisza. Pokochałaś ją tak, jak ja? Kocham ją, bo w niej słychać każdy szelest - bicie twojego i mojego serce, nasze oddechy i oddech Matki Ziemi, która nie wyrzekła się żadnego ze swoich dzieci, nawet tych najbardziej pozabliźnianych, których wyklęło społeczeństwo. Rozumiała więcej niż rozumiał bliźni... Ach, no tak. To przecież właśnie przez brak tego zrozumienia leżałaś tam teraz chłodna, już nawet nie zdyszana - idealna ostoja spokoju, którą nie miotały już żadne negatywne emocje.
Tylko że ja naprawdę rozumiałem. Naprawdę. Po prostu nigdy nie pociągnąłbym w taki sposób ciężaru wozu, w jaki sposób ty zdecydowałaś się na jego ciągnięcie.
Uniósł spojrzenie, ale nie podniósł go na nią - przejechał oczami na swoją dłoń umazaną krwią, której palce nieznacznie zgiął - dłonie drobne jak u dziecka, aż śmiesznym było, że mogły mieć w sobie tyle siły... tyle potęgi czwartego pokolenia. I pomyśleć, że pokoleniowo płynęła w nich ta sama krew... tylko że jej słaba, człowiecza, nie była jeszcze odpowiednio zaprawiona - i długo jeszcze nie będzie. Tak jak nie był jej umysł. Jego świadomość wycofała się z jej myśli kiedy tylko się ocknęła - wcześniej , w wilczej postaci, otaczał ją na tyle mocno, że nawet nie wiedział, kiedy połączył ich umysły, ale nie lubił tego robić - zbyt często można było się wtedy dowiedzieć czegoś, czego dowiedzieć się bardzo nie chciało.
- Jesteś jeszcze taka młoda... - Wyprostował palce, na której skóra przez zaschniętą krew była zdrętwiała i opuścił rękę. - Kiedyś pojmiesz, że musiałaś mieć więcej lat, żeby zrozumieć świat. - Jej słowa tka bardzo go zabolały... nie te konkretne, bo nie o nie chodziło - one były bardzo typową przylepką dla ludzi młodych "nie ważne, ile mam lat, przeżyłem więcej niż ty!" - tak, to nawet miało sens... tak długo, jak mówiłeś je do drugiego człowieka. W jego oczach było zdaniem zbyt często wypowiadanym przez ludzi i zamierających na wampirzych ustach. Nie było o czym mówić. Nie było czym się chwalić. Wszystko znikało w prywatnych Puszkach Pandory starzejących się wnętrz, gdy te stare istoty starały się chronić same siebie.
Uniósł tą zakrwawioną rękę, by nie spoglądając na Yan zmierzwić lekko jej włosy.
- Nigdy ci tego nie zapomnę. Więc ty też nie zapominaj, jak ostre są moje kły. - Ton Czwórki się zmienił, chociaż ciężko było powiedzieć, co dokładnie się zmieniło... ale jakoś... nie brzmiało to wcale jak groźba. Brzmiało to.. smutno - chociaż żaden smutek nie gościł w czarnych ślepiach.
_________________
Nothing stays alike from another perspective -
Runners got no past, only traces from others.
[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:Shi Tang

Zgoda na multikonto
Pomógł: 4 razy
Wysłany: 2017-06-19, 06:31 [Cytuj]

Nie przejmując się tym, że może być nachalna lub niegrzeczna w swym zachowaniu, wpatrywała się w jego twarz nawet pomimo tego, że on na nią nie patrzył i miał odwrócony wzrok. Ona musiała na niego patrzeć, to właśnie tego teraz potrzebowała, by móc go zrozumieć i odebrać jego słowa tak jak tego chciał. Poprzez przytłaczające emocje i rozbiegane myśli, była niczym dziecko zagubione we mgle, a to co od czasu do czasu przemykało po jego twarzy było jak małe światełko, które mogło, choć niekoniecznie musiało poprowadzić ją do dobrej drogi, do wyjścia z tej mgły. Co prawda z jego oczu ciężko było cokolwiek wyczytać, ciągle takie same, ciągle ciemne i niczym nieporuszone nie były dobrą wskazówką ku jego zrozumieniu. Jednak ton głosu i sposób w jaki wymawiał poszczególne słowa były już bardziej pomocne. Nie zmieniło to jednak faktu, że to co usłyszała wzburzyło w niej resztki krwi jakie się w niej ostały. Musisz dorosnąć żeby zrozumieć. Nienawidziła, gdy ktoś się tak do niej zwracał, a należało podkreślić, że jako dziecko często słyszała to w odpowiedzi od zastępczych rodziców. Może zwyczajnie dorośli sami nie wiedzieli co powiedzieć i tylko tak ją zbywali, żeby po chwili zapomniała o czym w ogóle była mowa. Mimo, że szczerze podejrzewała, że intencje Shi były dobre nie potrafiła zrozumieć tego inaczej jak zwyczajne patrzenie na nią z góry. Jak traktowanie jej jako małego dziecka, które jest jeszcze zbyt głupie i naiwne, by dostać wyczerpującą odpowiedź na trapiące ją pytania. Mogłaby na to odpowiedzieć, buntownicza część niej znów chciała stawić opór i klarownie przedstawić swoją opinię, ale... ta większa część niej nie chciała z nim więcej walczyć. Nie dlatego, że bała się ponownej przegranej, to było bez znaczenia. Po prostu nie chciała zostawiać na jego dłoniach jeszcze większych śladów swojej krwi. Zbyt wiele już jej na sobie miał, żeby wylewała jej jeszcze więcej odciskając na mi swoje piętno.
Uważnie obserwując jego poczynana, ciemne spojrzenie dziewczęcia podążyło za ręką, która zbliżała się do jej głowy i opadła lekko na włosy jeszcze bardziej mierzwiąc niesforne kosmyki. Wtedy też przymknęła oczy i westchnęła głęboko wsłuchując się w to co miał jej do powiedzenia. Wampir mógł być pewien, że Koreanka na pewno nie zapomni tego dnia i wszystkiego co się dziś wydarzyło. Zbyt bardzo zapadło jej to w pamięć, zbyt mocno wryło się w ciało, by tak po prostu mogła to odrzucić i przykryć warstewką kurzu. Gdy poczuła jak mężczyzna cofa dłoń, otworzyła oczy i zadziałała pod impulsem łapiąc go lekko za nadgarstek, tym samym chcąc zwrócić na siebie jego uwagę. Zbolałym wzrokiem przyjrzała się zaschniętej krwi na jego palcach i dotknęła tychże śladów próbując je zetrzeć.
- Shi... Nie rozumiem dlaczego to robisz. Powinieneś być nadal zły, krzyczeć, może nawet wyjść i zostawić mnie tu samą sobie. Dlaczego tego nie zrobiłeś i okazujesz mi dobroć... - mówiąc to wkładała coraz więcej i więcej siły w uparte ścieranie zaschniętej krwi jak gdyby była ona skazą na jego ciele, a gdy zamilkła musiała przygryźć wargę, by ta przestała drżeć. Piekące łzy znów dały o sobie znać, że jeszcze chwila moment a skroplą jej twarz i spłyną w dół chowając się między włosami.
_________________



[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:Yan Mei Liu

Zgoda na multikonto
Wysłany: 2017-06-19, 10:06 [Cytuj]

Słowa, które wypowiedział, nie miały w najmniejszym celu jakiegokolwiek "wywyższania się". Nie miały też w tej bardzo dosłownej, tej typowej wersji dorosłego człowieka mówić "jesteś jeszcze za młoda, zrozumiesz, jak dorośniesz" - te słowa miały przekazać coś zupełnie innego, coś niemalże przeciwnego... Miały przekazać, że kiedy już Yan będzie starsza, to pojmie tą sytuację z jego perspektywy. Jego i Juna. Słowa nie nadawały się, by opisać to, co siedziało we wnętrzach starych wampirów - to trzeba było przeżyć, tego trzeba było doświadczyć - ale miało też przekazać, że Shi naprawdę rozumiał. Mimo tego, że on nigdy nie doświadczył tego, co ona - nigdy nie próbował uciec przed śmiercią, która przychodziła wraz z czasem, nigdy nie obawiał się swojej ludzkiej kruchości - wydawało mu się, że z takiej perspektywy: nigdy nie był do końca człowiekiem. Jak więc mógł rozumieć..? Zrozumienie samo w sobie było ciężkim kawałkiem chleba, wiecie? Nigdy nie było osoby, która by tak do końca zrozumiała. Musiałaby przeżyć to, co my przeżyliśmy, poczuć to, co my poczuliśmy - a jest to zupełnie niemożliwe. Nie ma drugiej takiej samej osoby jak my - naszego klona, który by rzeczywiście zrozumiał, a przecież Cztery nie był nawet trochę do Yan podobny.
Mężczyzna skierował wzrok na dziewczynę, kiedy ta wysunęła rękę spod jego bluzy i złapała go za dłoń, która w wyniku tego gestu nie została cofnięta - jej dłonie były jeszcze bardziej słabe i kruche niż zazwyczaj, maleńkie patyczki, które pękną, jeśli mocniej się je zaciśnie. W jego głowie kręciła się namolna myśl z pytaniem: powinienem oddać jej swojej krwi..? - była jak namolna mucha - owad, który nie ma sensu istnienia, dlatego lata w kółko po pokoju i robiąc hałas ma tylko jeden cel: zdenerwować nas. Ignorujemy ją przez parę chwil, udajemy, że nie słyszymy, ale w końcu stworzenie dostaje to, czego chciało: naszą pełną uwagę, kiedy bierzemy klapkę i ruszamy na polowanie, chcąc się go pozbyć - oczywiście z marnym skutkiem. Skubana mucha jest od nas szybsza. Cóż, Yan też była o wiele szybsza. O wiele szybciej wypowiedziała sakralne "dlaczego".
- Lubię cię. - Takie proste słowa, tak banalne...
W końcu przeciwieństwem miłości nie była nienawiść.
Przeciwieństwem miłości było opuszczenie.
Zamknął palce wokół dłoni Yan by uniemożliwić jej namolne pocieranie - nic się nie stało, nic nie szkodzi, uspokój się już... ta krew to nie znamię, którego można by się było wstydzić, to nie żadne przekleństwo, shh...
Tu potrzeba ukojenia.
- Lubię cię, Yan.
_________________
Nothing stays alike from another perspective -
Runners got no past, only traces from others.
[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:Shi Tang

Zgoda na multikonto
Pomógł: 4 razy
Wysłany: 2017-06-19, 14:45 [Cytuj]

Dokładnie tak, była jak namolna mucha, która za wszelką cenę próbuje ściągnąć na siebie całą atencję, a gdy ją w końcu otrzymuje chowa się gdzieś po kątach uchylając przed tym wzrokiem, którego tak łaknęła. Tego oczekiwała, gdy złapała go za rękę, że na nią spojrzy, skupi się tylko na niej, nie na podłodze, nie na suficie a tylko na niej. Mimo to sama nie potrafiła spojrzeć mu prosto w oczy, usilnie skupiając się na tym, by za wszelką cenę zetrzeć z jego dłoni krew, która brudziła swą czerwienią jego bladą skórę. Te dwa kolory wcale do siebie nie pasowały, drażniły jej oczy, denerwowały ją a przede wszystkim smuciły. Smutek znów niósł ze sobą poczucie winy za to, że dopuściła się czegoś takiego umyślnie go prowokując i samej skazując ich oboje na tragedię jakiej doświadczyli razem, a jednak każde z osobna w innym tego słowa znaczeniu.
Zatracając się w swym działaniu wkładała w to jeszcze więcej i więcej siły zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy. Tak bardzo starała się usunąć zaschnięte ślady jakby od powodzenia tego działania zależało jej własne rozgrzeszenie. Przestała dopiero, gdy jego palce uniemożliwiły jej dalsze pocieranie. Boleśnie powoli przeniosła na niego załzawione oczy, w których zbierało się coraz więcej słonej wody, która lada moment niczym wodospad miała runąć na dół. Słaba i krucha drżała jak delikatny listek na porywistym wietrze, a tą wichurą, która nią wstrząsnęła były jego słowa. Proste i krótkie, a jednak niosące ze sobą tak wiele, że nie można było od razu na nie odpowiedzieć. Ona nie mogła od razu odpowiedzieć w obawie, że wybierze nie tą ścieżkę, którą powinna iść. Stała na rozdrożu w ciemnym i strasznym lesie, który z każdej strony napawał ją lękiem i nawet wielkie jak groch łzy nie potrafiły wskazać jej właściwiej drogi.
- Shi... - wydukała duszona własnymi łzami. Na końcu języka miała odpowiedź "ja też cię lubię", ale czy mówiliby o tym samym? Jak wiele zaryzykowałaby mówiąc to czego chciał od niej usłyszeć? Jej myśli galopowały wzbijając w powietrze kurz, który jeszcze bardziej uniemożliwiał ich ujarzmienie i zrozumienie. A może to tylko wycieńczenie płatało jej figle? Dwa razy? To raczej niemożliwe. Zagubiona w tychże myślach spojrzała na ich dłonie, a zdrowy rozsądek podpowiadał jej, że powinna go puścić i wyswobodzić swoją rękę. Ale była głupia i zrobiła coś zupełnie przeciwnego zaciskając lekko palce na jego dłoni.
- Nie puszczaj mnie jeszcze. - wyszeptała nienawidząc się za te słowa i natychmiast zamknęła powieki bojąc się tego co mogła zobaczyć. To by ten moment w jej życiu, gdy wykazała się egoizmem tak wielkim, że aż poczuła fizyczny ból.
_________________



[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:Yan Mei Liu

Zgoda na multikonto
Wysłany: 2017-06-19, 16:15 [Cytuj]

Naprawdę chciał usłyszeć "też cię lubię"? I co kryło się w słowach "lubię cię"? Nie wiedział on, wiedziała za to ona - domyślała się, musiała się domyślać... dlatego nie mogła odpowiedzieć: "też cię lubię". Gdzie wiódł nas egoizm, a gdzie chęć poświęcenia się dla drugiej jednostki snuła swoją ścieżkę układając ją pod naszymi nogami? Nasza droga, ta zawiła, przecież tutaj nie mogła się zakończyć. Pozbyliśmy się jednego woźnicy - przyjdzie następny i znów zmusi pochylone karki do pracy robiąc użytek z naszych mięśni. Trwa nasza czarna godzina. Nie sposób było policzyć tych łez wylanych spod jej powiek i tych, które dopiero się w nich zbierały, chcąc oczyścić ciemne, lśniące oczy. Nie musisz nic mówić, naprawdę. Czerwień to nie grzech, ponoć była barwą królów, barwą miłości... namiętności. Nie ścieraj jej!
Cztery nie bardzo wiedział, co oznaczają te ruchy jej palców - jasne, starała się pozbyć widocznej krwi, tylko... dlaczego? Nie zastanawiał się - ruch był ruchem i dalej nakręcała się spirala akcji, które rodziły reakcje, a w których nie wpadłby nawet na to, żeby obwiniać o nie Yan. Tylko powiedzieć, że co się stało to się nie odstanie? Nie padną takie słowa, bo nigdy nie zapomną - on dnia, w którym Yan została zdrajczynią, za którą trzeba było gnać, a on stał się bestią, która miała wydać na nią wyrok. Ani ona ani on nie wyszli zresztą ze swojej roli.
Czwórka pochylił się, zupełnie jakby miał zaraz dziewczynę pocałować. Nic takiego się nie stało. Nie puścił jej ręki a jedynie położył się obok niej, spoglądając na jej twarz, w jej oczy, w których kącikach zaczęły zbierać się przejrzyste diamenty - diamenty, które zaraz zostały ściągnięte jednym ruchem jego dłoni, powolnym i delikatnym - jeśli tylko dodać te diamenty do czerwieni stworzylibyśmy rubiny. Lubisz rubiny? Może chociaż one byłyby ci pocieszenie na skraju tych dróg, w tej ciemności, po której musiałaś nagle się poruszać - ty, Córka Słońca. Pomogę ci. Zaklnę w tym rubinie twoje zagubione promienie, poprowadzą cię przez las... tylko że ja sam nie wiem, co czeka po drugiej stronie drzew.
_________________
Nothing stays alike from another perspective -
Runners got no past, only traces from others.
[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:Shi Tang

Zgoda na multikonto
Pomógł: 4 razy
Wysłany: 2017-06-20, 07:45 [Cytuj]

Wypowiadając na głos swoją drobną prośbę tak naprawdę wcale nie liczyła, że zostanie ona spełniona, a jeśli już to tylko na chwilę dosłownie na krótki moment, a jednak z każdą upływającą sekundą ich dłonie nadal trwały i trwały w delikatnym uścisku. Czując jak sylwetka mężczyzny zbliża się do jej własnej, uniosła zaciśnięte dotąd powieki spod, których uciekło jeszcze kilka krystalicznych łez i odszukała jego spojrzenia. Ku jej szczeremu zaskoczeniu dwa wampiry leżały teraz obok siebie na równi, na zimnej betonowej podłodze w równie zimnej celi i w zupełniej ciszy, patrząc jedno na drugie. A gdy dłoń Czwórki wysunęła się ku jej zroszonemu łzami policzkowi wcale go nie zatrzymała. W porównaniu z minionym atakiem muśnięcia, które osuszyły jej twarz były teraz tak łagodne i delikatne niczym piórko, że niemal ją łaskotały i niewiele brakowało, by miała się uchylić od tego śmiesznego uczucia. W końcu w takiej sytuacji nie wypadało nawet myśleć o jakimkolwiek uśmiechaniu się.
- Mogę poprosić cię o coś jeszcze? - spytała w końcu przerywając ciszę panującą między nimi. Z tego wszystkiego nie było słychać nawet ich oddechów, bo przecież żadne z nich teraz ich nie potrzebowało. I nim zdążył dać jej jakiś znak bądź odpowiedź ona już pytała.
- Możesz mi powiedzieć co się działo, gdy mnie nie było? Po prostu... Jestem ciekawa. - przyznała nieco zawstydzona tym faktem i opuściła wzrok. Mogłoby się przecież wydawać, że skoro uciekła to nic nie będzie jej interesować, że miała to wszystko w dalekim poważaniu. A jednak wcale tak nie było, każdy dzień był bezsenny i przepełniony stresem oraz wszelkimi obawami, każdego dnia w kółko zadawała sobie te same pytania i liczyła, że w końcu coś się rozjaśni.
- Właściwie to możesz powiedzieć co tylko chcesz jeśli nie wydarzyło się nic wartego uwagi. Sam zdecyduj. - dodała jeszcze na sam koniec, na wypadek gdyby jednak nie chciał spełniać jej prośby. W zasadzie to wcale nie musiał tego robić i wszystko zależało od niego. Nie próbowała jednak ukrywać, że cisza czasami ciążyła nad nią aż za bardzo i wolała rozmawiać chociażby o pogodzie, niż siedzieć w zupełnym milczeniu. Poza tym jej powieki również stawały się coraz cięższe i zmęczenie zaczęło dawać o sobie znać w bardzo dobitny sposób. W końcu ile to minęło odkąd mogła spokojnie odpocząć? Sama już nie pamiętała.
_________________



[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:Yan Mei Liu

Zgoda na multikonto
Wysłany: 2017-06-20, 22:34 [Cytuj]

Jeśli masz liczyć - licz tylko na siebie. Nie módl się do Boga i nie pytaj go: dlaczego? Nie zatrzymuj się i nie łap za ręce przechodniów, próbując zdobyć ich uwagę, żeby zapytać: dlaczego? Pytaj samą siebie - samą siebie i Mnie, chociaż nie mam żadnych odpowiedzi w dłoni to przynajmniej cię wysłucham - to jest: o ile w ogóle mnie znajdziesz. Zaufaj temu rubinowi w twojej dłoni. Zgarnąłem cząstkę z ciebie, dodałem coś od siebie - cenny klejnot dumnie prezentowałby się na twojej szyi na złotym łańcuszku, ale na razie dobrze mu, gdy ogrzewasz go ciepłej swoich dłoni - tak właśnie z rozpaczy rośnie nadzieja - nadzieja podlana twoimi własnymi łzami. Powinnyście się polubić, macie wiele wspólnego - na przykład bardzo lubicie, kiedy na licach innych pojawiają się uśmiechy, nawet jeśli nie są w pełni szczere i kiedy choć odrobina dobroci wędruje z dłoni do dłoni. Ten uśmiech, którego nie możesz z siebie wydobyć... już wszak zostałaś zapytana, czy cię to bawi, po co narażać się na to po raz drugi, tak samo jak po co prowokować wilka, który czaił się gdzieś w tym lesie, przez który brnęłaś, niemal na oślep rozgarniając gałęzie - delikatnie, pamiętaj, krok po kroczku, inaczej ostre gałęzie pokaleczą twoje śliczne policzki, skołtunią twoje naprawdę ładne włosy. Och, już są skołtunione - gdzie ta odrobina dobroci w dłoni, która rozczesze to, co tak zaplątane?
Czarnowłosy lubił spać. Wampiry tego nie potrzebowały, ponoć nie spały nawet w dosłownym tego znaczeniu, ale on lubił drzemać, wylegiwać się i odcinać od rzeczywistości - w sanie pseudo hibernacji mógł wytrzymać długie, długie tygodnie nie robiąc zupełnie nic - wstając tylko czasem żeby się przejść, umyć, napoić krwią - sen, nawet jeśli nie był całkowitą ciemnością, był wybawieniem od wszystkiego. Wybawieniem od wszystkich. Tak i tu wśród woni krwi i przy chłodzie ciała dziewczyny, która próbowała zmusić swoją ludzką skorupę do ocieplenia, sen zdawał się być idealnym rozwiązaniem zarówno dla niego jak i dla niej. Taki już był - uciekinier. Jak widać nastąpił spory impakt, gdy zderzył się z nią - uciekinierką. Wciąż nie wiedział, co kręciło się w jej umyśle, że postanowiła postąpić tak a nie inaczej. Czy to naprawdę przerażenie ją dopadło? Teraz, oblepiony jej krwią, nagle chciał poznać odpowiedź. Kolejne "dlaczego".
Dlaczego nas zdradziłaś? No było warto?
- Nie było mnie... Nigdy mnie nie ma. - Wiecznie był gdzieś z dala od domeny, chociaż ostatnimi czasy faktycznie bardzo często wracał i to na podejrzanie długo. Był tak niedoinformowany, że nawet nie wiedział, że już oficjalnie główna domena była przeniesiona. - Myślałem, że za nikim nie będę tęsknił. Potem straciłem ojca i czuję się teraz bardzo samotny. - Cztery nie był geniuszem w mówieniu o emocjach - nie rozumiał sam własnych emocji, więc jak miał je opisywać? Nie potrafił ich porównywać do emocji innych - to co on czuł mogło być zupełnie opacznie zrozumiane i odebrane przez tego, komu próbował opisać to uczucie. Tylko że ta samotność była prawdziwa i realna. Wszczepiała w niego to, przed czym tak zwinnie umykał przez długie, długie lata... po prostu nigdy nie spodziewał się, że Shikarui'ego kiedyś zabraknie. Był przecież takim zdolnym szermierzem, tak potężnym wampirem... i co? - Jun jest jeszcze bardziej samotny. Dźwiga ogromne brzemię... pomóż mu. Nie zdradzaj go już więcej. On naprawdę cię kocha.
_________________
Nothing stays alike from another perspective -
Runners got no past, only traces from others.
[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:Shi Tang

Zgoda na multikonto
Pomógł: 4 razy
Wysłany: 2017-06-21, 09:27 [Cytuj]

Tak jak na początku zmieszana swoją prośbą odwróciła wzrok, tak z pierwszym słowem mężczyzny od razu na niego spojrzała nawiązując z nim szybko kontakt wzrokowy. Naprawdę miała szczerą nadzieję dowiedzieć się co nieco i choć trochę nadrobić stracony czas, który poświęciła na ucieczkę, ale najwyraźniej Cztery nie był w stanie jej pomóc i chociaż nie była to najlepsza nowina, wampirzyca wcale nie miała mu tego za złe. Raptem rzekł tylko, że nigdy go nie było z czym Yan nie bardzo chciała się zgodzić. Co prawda nie widywała go codziennie ani na każdym kroku, jednak to wcale nie musiało znaczyć, że przecież nie było go gdzieś w pobliżu. Poza tym ostatnia częstotliwość ich spotkań była dość wysoka, nawet jeśli miał to być czysty przypadek tak jak wtedy w tamtej cichej sali. Mimo to w żaden sposób nie podjęła się podważania jego słów, sam chyba wiedział najlepiej gdzie i kiedy bywał, więc w odpowiedzi na to otrzymał jedynie lekko rozczarowane spojrzenie i ciche mruknięcie świadczące o tym, że wszystko rozumie.
Znacznie inną reakcję wywołało jego kolejne wyznanie. Tego kompletnie się nie spodziewała i mimowolnie rozchyliła lekko wargi zaskoczona tym jak nagle i chętnie podzielił się z nią swoimi odczuciami. Wcale go o to nie prosiła, a jednak sam postanowił powiedzieć jej co takiego zjadało go od środka. To wystarczyło żeby poruszyć w niej wrażliwą strunę. Nie musisz być dłużej samotny, przecież teraz masz mnie a ja chętnie podzielę się z tobą moim czasem i tym co mam. Były to słowa idealne, które z jakiegoś powodu nie mogły przejść jej przez gardło.
- Nie musisz być dłużej samotny. - tylko na tyle potrafiła się teraz zdobyć i lekko uścisnęła jego dłoń. Jak dziś pamiętała, gdy powiedziała mu, że powinni trzymać się razem. Dlaczego więc dzisiaj tak ciężko przychodziło jej mówienie czegokolwiek? Może gdyby nie kolejna i ostatnia wypowiedź Shi, wampirzyca w końcu powiedziałaby coś więcej, co podniosłoby go na duchu.
Jun. Jedno krótkie słowo niemalże magiczne w jej mniemaniu, podziałało na nią jak kubeł zimnej wody, natychmiastowo przywracając jej trzeźwość myślenia. Jakby wybudzona z jednego transu od razu wpadła w drugi i nagle wszystkie z tych myśli, które momentalnie się rozjaśniły teraz skierowały się ku innej konkretnej osobie, która całkowicie pochłonęła jej uwagę. Poskutkowało to słabnącym uściskiem, który w końcu zelżał na tyle, że dziewczyna dłużej nie trzymała już dłoni Shi i bardzo wolno wysunęła swoją rękę z jego objęć, układając ją na własnym ciele. Chwilowo nieobecny wzrok również uciekł gdzieś na bok, by na koniec Azjatka zupełnie odwróciła twarz od Czwórki i spojrzała prosto przed siebie na ciemny sufit. Milczała przez chwilę trwając w głębokim zamyśleniu aż w końcu w celi poniósł się jej głos.
- Jun... Skąd możesz być pewien tych jego uczuć skoro nawet nie mógł na mnie spojrzeć, gdy zszedł tutaj na dół? Był tak bardzo zdegustowany moim widokiem, gdy w końcu na mnie spojrzał. Miłość... Czy tak to wygląda u was wampirów? - spytała rzucając słowa w przestrzeń i kątem oka spojrzała na wampira leżącego obok niej.
_________________



[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:Yan Mei Liu
Wyświetl posty z ostatnich:
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do UlubionychWersja do druku
Skocz do:  


phpBB by przemo   kontakt@darkestnight.pl
Strona wygenerowana w 0,402 sekundy. Zapytań do SQL: 12

zamknij okno
Mistrz Gry

[MG] Mina

Sieczka to jej specjalność. Niezależnie czy posługujesz się bronią palną czy bronią białą, poprowadzi dosłownie każdą walkę. Dobrze się czuje w klimatach słowiańskich i azjatyckich - zwłaszcza Japonia oraz Korea (zarówno Południowa jak i Północna). Sesje z wampirami czy z ludźmi nie są żadnym problemem, w przypadku wilkołaków wciąż się uczy. I żadna drama jej niestraszna!

Multi: Żywia Wang, Xiao Xing Tang, Jane, Malavika Draculesti
Mistrz Gry

[MG] Hella

Forumowa (nie)dziewica. Nieustannie się uczy, patrzy, podgląda i zapamiętuje. Poza tym lubi troll-sesje. Bardzo. Zatem zaprasza wszystkich do wspólnego śmieszkowania! Na wilkołakach się nie wyznaje i przyznaje się do tego bez bicia, co nie zmienia faktu, że chętnie poprowadziłaby coś jakiemuś Dziecku Luny. Umie trochę w medycynę i uwielbia opisywać (i zadawać) obrażenia. Zatem może walki? Wciąż się uczy, wciąż odkrywa i da znać, jak będzie wiedzieć w czym czuje się najlepiej.

Multi: Gustav Tordivler, Yumiko Kobayashi
Mistrz Gry

[MG] Brutus

Osoba uniwersalna pod każdym tego słowa znaczeniem. Może poprowadzić Ci wszystko, absolutnie wszystko, zaczynając od polowania na wampiry, przez poszukiwanie detektywistyczne i sceny walki czy zabicie Cezara w Idy Marcowe. Lubi futrzaki i trwałe okaleczanie postaci.

Multi: Kostya, Hernando Reyes
Mistrz Gry

[MG] Amara

Dopiero zaczyna swoją karierę jako Mistrz Gry. Miła dla wszystkich, aczkolwiek w czasie prowadzenia sesji może wydać Ci się najgorszą osobą na świecie. Dopiero uczy się pomidorowego fachu, więc przygarnie wszystkie sesje - klimatyczne, zagadkowe czy z walką w tle (troll sesja też by się przydała!). Pozytywnie nastawiona do światała wokół niej. Naczelny słodziak forum.

Multi: Anna Iwanow, Maya Krause
Mistrz Gry

[MG] Westenra

Jeśli oczekujesz dynamicznej rozgrywki - to jest z pewnością nadającą się do poprowadzenia Ci sesji osobą. Niezależnie od tego czy sesja ma być poważna, czy skłaniająca ku zabawie, dotycząca wdrożenia do fabuły lub samego rozwoju postaci - będzie plan na dobrą rozgrywkę. Pomysłowa i chętna do pomocy, głównie zajmująca się działaniem na Wyspach i we Francji, ale też nie ma problemu, aby poprowadzić sesję w innej części świata. Chętnie poprowadzi sesję ludziom oraz wampirom. Pomoże w każdej sprawie na GG lub PW. Lubi tematykę dawnych wierzeń, historycznych motywów oraz wątków w których Gracz ma szansę zostać Larą Croft lub Indianą Jonesem. Psst. Lubi komplementy.

Multi: Alexander Fraser, Narcisse
Mistrz Gry

[MG] Pam

Lubi sesje lekkie oraz takie, które wpłyną na postać. Potrafi dostosować się do każdej sytuacji dzięki czemu rozgrywki prowadzone są gładko i sprawnie. Nie przepada za wilkołakami, azjatycką kulturą, militariami oraz walkami w zwarciu czego powodem jest niewystarczająca wiedza do poprowadzenia sesji na wysokim poziomie. Otwarta na uwagi oraz pytania. Wykazuje się wiedzą, którą urozmaica prozaicznie proste tematyki sesji. Leniuszek preferujący wolniejsze gry. Zawsze podpytuje Gracza czego się od niej wymaga.

Multi: Dione Floros, Ophelia Anderson
Mistrz Gry

[MG] Akasha

Świeżutki Mistrz Gry. Dopiero wkracza w świat prowadzenia sesji. Pełna pomysłów i nieposkromionej energii do prowadzenia sesji. Sesje: komedie, tragikomedie lub pełne patosu, do wyboru do koloru. Z chęcią spróbuje każdego rodzaju. Poprowadzi sesję każdemu i jaką by duszyczka zapragnęła. Uwaga tylko by ta duszyczka do piekiełka nie trafiła. Nadal poszukuje najbardziej odpowiadającego dla niej motywu sesji.

Multi: Hessa Nejem, Beatrice Lange
Mistrz Gry

[MG] Anne

Anne zależy przede wszystkim na solidnej rozgrywce i elastyczności względem działań graczy. Stara się dopasować graczom takie sesje, które będą nawiązywały do ich Kart Postaci i preferencji gry. Osobiście preferuje rozbudowane, mające możliwie jak największy wpływ na postać sesje. Bardzo dobrze zna realia uniwersum DarkestNight. Na miarę swoich możliwości postara się odpowiedzieć na wszelkie nurtujące gracza pytania. Pomoże w wykreowaniu postaci, a także chętnie wykona kilka avatarów.

Multi: Charlene Page, Leila Nejem
MODERATORZY
Moderator

[M] Oaz

Moderator działu retrospekcji.

Multi: William E. Nejem, Takeshi Okage, Zofia Kowalczyk
zamknij okno
Chcesz się z nami wymienić banerami? Napisz do nas na adres kontakt@darkestnight.pl lub bezpośrednio do Głównej Administratorki selene@darkestnight.pl


zamknij okno
ACT IX: WILL BE HOWL FOR ME WHEN I AM DEAD




W przeciągu ostatnich dwóch lat w świecie nadnaturalnych istot wydarzyło się tak wiele, że aż odnosiło się wrażenie, iż po kilkuset latach ciszy własnie nastąpiła burza. Burza co rusz zbierająca swoje żniwa. W przeciągu ostatnich dwóch lat zginęło i zniknęło o wiele więcej długowiecznych niż kiedykolwiek wcześniej... Najpierw odrodził się Zakon Smoka, by szybko zniknąć z kart historii i mapy, później nastąpiły choroby wampirów i lykan aż w końcu uderzyła Sekta. Sekta i jej opozycja, Inconnu - nieustająca od dziesiątek setek lat wojna, która zabrała pośród nadprzyrodzonych istot największe żniwa w ich historii.
A żniwa nie ustawały.
Wraz z upadkiem Londynu we wrześniu 2016 r.; wraz z upadkiem Big Bena i Parlamentu Angielskiego; wraz ze śmiercią Królowej Elżbiety II i jej małżonka Filipa oraz przejęciem władzy w Wielkiej Brytanii przez Królową Rosemarie i wyjściem na ulicę zdeformowanych, zdziczałych bestii nastąpił chaos. Chaos, którego rozwój został jednak powstrzymany za sprawą stanu wojennego w Londynie.
Ten chaos został jednak wykorzystany przez osoby, które upatrzyły w nim szansę dla siebie. Wykorzystały one możliwości jakie ofiarowała im Sekta swoimi śmiałymi i radykalnymi posunięciami. Gdy długowiecznym udało się ustabilizować sytuację i powstrzymać dalszy upadek Maskarady, oni niespodziewanie uderzyli.
Ród Drăculești zaczął dostawać sygnały o podejrzanych, niekiedy masowych morderstwach i przypadkach kanibalizmu na swoim dawnym terytorium, Rumunii. Rodzina Igelström z kolei dostaje od swoich informatorów wysoce alarmujące działania na terenie Islandii, które mogłyby doprowadzić do upadku Maskarady: zgonach i pojedynczych kanibalach. Familia Nejem musi się zmierzyć z narastającym problemem w Indiach: pogłoskach o silnym i szybko uzależniającym narkotyku, który doprowadza do błyskawicznych zgonów i kanibalizmu. Ród Page z kolei mają nie lada problem w Szwajcarii, gdzie w szpitalach i przychodniach pojawiają się masowe ilości osób uzależnionych od nieznanego lekarzom narkotyku, na który nie znają leku. Ród Rasputin również nie ma łatwo: będą musieli powstrzymać na terenie Ukrainy fale bestialskich, wygłodniałych ludzi, których nikt nie jest w stanie zatrzymać. Rodzina Reyes zaś od jakiegoś czasu zaczęła dostawać informacje o nasilających się śledztwach z różnych grup społecznych w sprawie narkotyku, który nie uzależnia, ale daje chwilowego kopa fizycznego czyniąc z człowieka krótkotrwale prawdziwego berserka. Jedynie w przypadku Familii Táng zdaje się być spokojnie...