Poprzedni temat «» Następny temat
Sala pięknych słów
Autor Wiadomość

Wysłany: 2017-05-22, 00:48 Sala pięknych słów [Cytuj]

czas: wieczór 19 grudnia 1911
miejsce: Szanghaj, restauracja w dzielnicy europejskiej
gracze: Hikari Tang i Zhi Xue Tang
opis: rozpoczynają się rozmowy pokojowe kończące krótką rewolucję Xinhai. Na polecenie swojej matki, Zhi postanawia zwrócić na siebie uwagę swojej rodziny, aby dostać się do szanghajskiej domeny.

Było już zdrowo po jedenastej w nocy. Restauracja, chociaż wysokiej klasy, była zatłoczona. Nie było śladu po rewolucji, która właśnie dobiegała końca. O tej porze, tylko nieliczne rozmowy oscylowały wokół utworzenia republiki, dalszych losów cesarza Puyi, czy kwestii Mongolii i Tybetu. W tym społecznym ścisku, dało się dostrzec interesującą postać - młodego, bladego Chińczyka, rozprawiającego o błędach dynastii Qing. Ba, jego angielszczyzna zdawała się interesować białych słuchaczy bardziej, niż prawdziwe znaczenie jego słów. Niby mawiał mądrze o państwowości, ale pośród śmiechów, docinków i komentarzy, w końcu się poddał i przyjął wciśnięty mu kieliszek wina.
Zhi Xue Hong przebywał w mieście od tygodnia. Ubrany był na europejską modłę i podawał się za akcjonariusza kolei chińskich. Zwykł przebywać przy barze, żartując, głosząc klasyczne frazesy i czarując towarzystwo. Miał podejrzany stosunek do innych Azjatów. Wymieniał z nimi po kilka zdań oraz uściski dłoni, zwykle poprzestając w tym momencie na zaangażowanej interakcji. Co najdziwniejsze, każdy nieznany mu Azjata czuł na sobie jego wzrok, kończąc gdzieś na brzegu tej dziwnej grupki. Dyskretne poklepywania po ramieniu, otarcia, przypadkowy kontakt fizyczny - rokowały przyjaźń akcjonariusza. Jednak w pewnym momencie zainteresowanie się urywało, a Zhi wracał do "lepszych znajomych".
Trzy dni temu, pan Hong pił z panem Lacroftem, słynącym z mocnej głowy. Ponoć ten obudził się po południu następnego dnia, z niewytłumaczalną amnezją i uczuciem, które określił tajemniczo "kacem" - tak bowiem był osłabiony. Pan Lacroft był obecny także dzisiaj z biesiadującymi, zawadiacko popijając drugi kieliszek z whiskey. Dwie dziurki na szyi potraktował jako niegroźne zadrapanie. Widocznie ktoś spartaczył i nie polizał... specjalnie?
Panna Smith, wesoła amerykańska wdówka, zabrała wczoraj szanownego Zhi do pokoju hotelowego na "drinka". Chociaż wczoraj iskrzyła swoimi zielonymi oczkami, dzisiaj zdawała się być totalnie nie w humorze. Ktoś spartaczył. Też miała dwie dziurki na szyi i ciągnęła dziś alkohol w towarzystwie ponurych matron.
Krwiopijca wyprosił się na moment z towarzystwa, idąc w stronę toalety. Wyciągnął po drodze szkarłatną chusteczkę i będąc przekonanym, że korytarz jest zupełnie pusty, bezceremonialnie wypluł w nią wino z ust, a połowę kieliszka przelał do pobliskiej doniczki!
_________________
I say that human nature is the original beginning and the raw material, and deliberate effort is what makes it patterned, ordered, and exalted - Xunzi
[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:Zhi Xue Tang

Wysłany: 2017-06-05, 09:36 [Cytuj]


-Nie wierzę jedynie w Twoje ogólniki. Jeśli byś się zdecydował na konkretniejsze odpowiedzi, może dałabym temu wiarę. -
wzruszyła ramionami, teraz wyraźnie znudzona. Próbował. Musiała mu przyznać, ze był uparty i wytrwały w swych dążeniach. Czy była pod wrażeniem? Nie bardzo. Faktem było to, że szybko się nudziła.
A jednak zadrżała delikatnie od chłodu jego śmiałego dotyku. Przygryzła dolną wargę, może bezwiednie, może całkiem naumyślnie. Oczywiście, że pragnęła bliskości. Ale ponad nią zawsze ceniła uwielbienie. Pławiła się w zainteresowaniu, a on, jak ten szczeniaczek, dawał jej to czego potrzebowała. Może nawet nieświadomie. Tyle tylko, ze nie liczyło się dla niej nic poza tym, że dostawała własnie to, czego chciała.
Jej serce w przeciwieństwie do jego, tłukło się się jak spłoszony ptaszek w klatce piersiowej. Pozwoliła mu, by ułożył jej smukłą, małą rączkę na własnym torsie (pomijając fakt, że zabrała ją wcześniej, ale przymknę na to oko).
-Och... Myślisz, że przejrzałeś mnie na wylot? A może co gorsza uważasz, że potrafiłbyś mnie zabawić na tyle, bym nie usnęła tu w otoczeniu tych poduszek i otumaniającego dymu? - przysunęła się do niego, tak, że ich uda zetknęły się ze sobą bokiem. Tylko, że... Na moment zrobiła się równie zimna jak on. Krew w żyłach pod jego palcami zwolniła, a śliczna buzia pobladła, tracąc swoje urocze kolory. Trwało to tylko chwilę. A potem znów była tak samo ciepła, tuż obok niego. A jej oddech owiewał teraz jego ucho, gdy wyciągnęła swoją smukłą szyję, by znów coś mu wyszeptać.
-A jak to się stało, że nie miałeś okazji dokonać tego wcześniej? Wystraszyłeś się? Jak to się stało, ze nigdy wcześniej nie dane mi było się z Tobą... - zawiesiła na chwilę głos, by przesunąć znacząco po jego osobie wzrok. - rozmówić? Poznać.
Odkryła się przed nim, ale tylko na tyle, na ile chciała. A do tego była teraz niebezpiecznie blisko.
[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:[U] Hikari Tang

Wysłany: 2017-06-05, 22:14 [Cytuj]

Bardzo powoli wyskakiwał z informacji. Prawdę powiedziawszy, Hikari musiała je z niego wydzierać. Niezależnie od tego, jak bardzo ją to irytowało, byłby marnym wampirem, gdyby opowiadał o wampirzych sprawach kobiecie, którą znał przez kilkanaście minut. Nie miał innego wyboru, niż bawić się w chowanego dopóki nie zrozumie, z kim miał do czynienia.
Jego spostrzeżenia w końcu się na coś przydały: wiedział, że musi dokarmiać Hikari, ale wcześniej nie miał pojęcia czym. A skąd wiedział, że trafił w dziesiątkę? Jej cieplutkie serduszko zaczęło dokazywać. Nie odklejała się od niego. To nie tak, że miał ją w garści. Jego szansa na zwycięstwo po prostu skoczyła z zera do trzydziestu procent. To był dopiero początek.
- A może chcę, abyś usnęła? Sen jest bardziej niewinny, niż czyny - szeptał, badając zimnymi palcami fakturę jej skóry, ramię, przykryty burzą włosów kark - w końcu zjeżdżając bezczelnie jeszcze niżej. Ale ustawili się już zbyt blisko siebie: wyłażenie spoza zasięgu swoich ramion byłoby wysoce niefilmowe, wysoce nudne. A przecież musiało być jej dobrze. Dominowała nad nim, choć on o tym nie wiedział: przestał poświęcać uwagę otoczeniu, kiedy przyciągnął ją za rękę na kolana, pochłonęła go. Przez chwilę, kiedy była tak zimna, tak niezdrowo porcelanowa w swojej barwie, jak on, czuł, jak gdyby stali się jednością. Rzadko przeżywał romantyczne uniesienia i dlatego były dla niego na miarę skarbu, niesamowitego przeżycia. Jeżeli wcześniej próbował wkupić się w jej łaski wyrachowaną rozpustą, tym razem jego pożądanie było prawdziwe i nieskrępowane.
- To tylko matczyna troska. Konserwatywna. Nie wiem, czy kierowała się strachem o siebie, czy o mnie. W końcu zmieniła zdanie na temat mojej przyszłości - zachichotał, maskując ładunek żalu oraz rozczarowania kulący się tuż za jego plecami. Wygłosił zwyczajną, szczerą opinię, nie zdradzając tych ważnych faktów. W głębi duszy pewnie był trochę jak chłopiec, który dopiero miał zobaczyć "wielki świat". Przyjechał znośnie przygotowany, ale byli lepsi od niego - Tak czy inaczej, przybyłem niedawno do Szanghaju. Niestety mamusia mnie nie zapowiedziała i nikt mnie nie odebrał z dworca. Nie znalazłem zacnej familii Tang ani pośród pałacowych alejek, ani w najciemniejszych uliczkach. Ale to chińska rodzina. Japońska turystka niczego nie wie, prawda? - mruczał ironicznie.
Byli wcześniej niebezpiecznie blisko? Teraz młody Zhi jawnie igrał z kostuchą! Czy będzie dzisiaj łaskawa?
_________________
I say that human nature is the original beginning and the raw material, and deliberate effort is what makes it patterned, ordered, and exalted - Xunzi
[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:Zhi Xue Tang

Wysłany: 2017-06-06, 00:06 [Cytuj]

Wyciskała z niego powoli wszystko co chciała. Po prostu wiedziała, gdzie należy naciskać. A on był trochę jak plastelina w jej dłoniach. Lubiła ten stan. Kiedy czuła, jak mężczyzna okręca się bardzo powoli wokół jej palca.
Nie mogła powstrzymać własnych reakcji. Nie mogła ukryć się i oszukiwać go na każdym froncie. Każdy ma granice, słabości, a jemu w końcu udało się odkryć jeden z wielu sekretów panienki. Mały sukces? Te też można świętować.
-Och, ale przecież czyny też mogą być niewinne. A przynajmniej nic nas nie ominie. A może chcesz się mnie po prostu pozbyć? Uśpić moją czujność? - wymruczała, jak zadowolona kotka, pławiąca się w pieszczocie jego dłoni. Napięta jak struna, siedziała wyprostowana, spinając się jeszcze pod jego dotykiem. Pozwoliła nawet na chwilę opaść powiekom, kiedy poczuła palce na swoim karku. Znów to zagryzienie dolnej wargi, a potem te czekoladowe oczęta wpatrujące się prosto w niego. Zacisnęła palce delikatnie na jego torsie, zamykając w swojej dłoni jego palce. Splecione ze sobą dłonie, cieszące się swoją bliskości. Czuła się dziwnie, nienaturalnie, jakby wciąż stąpała po rozżarzonych węglach. W końcu jej druga dłoń powędrowała do jego policzka, by kciukiem delikatnie zacząć go gładzić.
-Kim jest Twoja matka? Jeśli jest częścią rodziny, nie wiem czemu miałaby martwić się o siebie, czy Ciebie. - zmarszczyła brwi, szczerze zdziwiona tym co usłyszała. Czemu jedno z nich miałoby się bać? Czy aż tak działo się źle pod ich własnym dachem, tylko godziliśmy się, by tego nie zauważać? Poczuła się zaniepokojona, dlatego jego kolejne pytanie trochę zbiło ją z tropu. Odwróciła nawet na chwilę wzrok, okazując swoją słabość, całkiem nieświadomie.
-Podobno rodzina Tang słynie ze swych zdolności kamuflażu. Nie wiedziałeś? - on chciał sobie z niej kpić, ale to ona kpiła sobie z niego. Na swój sposób. - Może to i dobrze, że trafiłeś na niewinną turystkę. - puściła do niego oczko.
Nic,a nic mu nie dała, a wciąż tylko chciała brać. Więcej i więcej. Podobało jej się takie rozłożenie sił.
[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:[U] Hikari Tang

Wysłany: 2017-06-08, 17:24 [Cytuj]

- Na pewno chcę cię uśpić, jeśli jesteś zwykłą, niewinną, japońską turystką - ciągnął, chciwie oblepiając swoją rękę na jej smukłej talii. Materiał sukienki musiał być cienki, bardzo cienki, do tego stopnia, że czuł dotykiem, aż pulsuje tą ożywiającą, zabójczą energią. Albo musiało mu się bardzo, bardzo wydawać, ale czy mogło to mieć dla niego znaczenie? Dalej jeszcze świadomy swojego prawdziwego celu, musiał się hardo skoncentrować. Musiał włożyć cały swój wysiłek, aby nakarmić tego łakomczucha i pociągnąć go za język... Oj, język, jej język, oj stęsknił się. Chciałby samego siebie przetrzepać po mordzie, byle tylko nie poddawać, nie topić się tak łatwo. Czy od początku miał jakiekolwiek szanse? Czy nie sięgał właśnie po to, czego mu brakowało, po bliskość? Najważniejsza kobieta w jego (nie)życiu, matka, właśnie zniknęła. Czyż nie szukał teraz rozpaczliwie zastępstwa?
Zahipnotyzowany jej ustami, morderczym wzrokiem, czuł niewyobrażalną ciągotę. Kiedy tylko tak czule, czule, najczulej go gładziła, jakby wiedziała, czego mu trzeba najbardziej, poczuł się przez nią zaproszony. Bliżej. Zbliżył się zatem, aż dzieliło ich parę centymetrów, ich własne, na zmianę: gorące i zimne oddechy. Na poduszkach uginających się pod ich ciężarem, mogli patrzeć na siebie w półmroku aż do mdłego, opiumowego znudzenia, ale czy ono mogło jeszcze dla nich nadejść? Czy czas się nie zatrzymał? Czy nie powinien, tak na wieczność?
- Matka? Nie lubi się z Szanghajem i trzyma się z daleka. Ma swoje powody, o których nie przywykła za dużo gadać. Ot, konflikty starszyzny, tych wielkich głów, do których nie dostąpię choćby i za sto lat, tak się zdołali wzbić - mówił jej w gruncie rzeczy prawdę, opuszczając ich splecione dłonie niżej w ciasną przestrzeń między dwoma ciałami. Na poziom ich pasa, bioder, ud. Było intymnie. Bawiła się. Chciała grać w to, co jej podsuwał.
- Ale skoro są takimi dobrymi szpiegami, to gdybyś była... Hikari Tang... opowiedz mi o takim pechu. Nakarm mnie. Opowiedz mi, jakbyś mnie próbowała dopaść. Albo gdybyś mnie odnalazła. Oh, kim byś dla mnie była? Ileż oddania rodzinie oddałabyś dla własnej pogoni za żądzą, polowaniem? A może to ty... mogłabyś mi coś dać. Przedstawić, ochronić. Oj, chodzisz sama, dorosła jesteś, prawda? Ile możesz? Na pewno możesz dużo? Ile zrobiłaby dla mnie taka, hipotetyczna, Hikari Tang?
_________________
I say that human nature is the original beginning and the raw material, and deliberate effort is what makes it patterned, ordered, and exalted - Xunzi
[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:Zhi Xue Tang

Wysłany: 2017-06-15, 23:30 [Cytuj]

-A jeśli nie jestem zwykłą, niewinną, japońską turystką? Co wtedy chciałabyś ze mną zrobić? - wyszeptała, gdy jego dłoń wsunęła się idealnie we wcięcie w jej talii, jakby idealnie dopasowana. Jak dwa kawałki układanki. Czuła chłód jego skóry i palce, które wcale nie miały zamiaru jej wypuścić. Podobało jej się to, więc uśmiechała się wciąż w ten sam, tajemniczo-zwodniczy sposób. Tak naprawdę chciała wodzić go za nos jak najdłużej, bo w tej chwili nie chciała, by ta gra się skończyła zbyt szybko. Już dawno nie spędzała tak miło wieczoru... Pomijając oczywiście okoliczności ich spotkania i powody, dla których chciała z nim porozmawiać.
Czekoladowe oczęta, podkreślone delikatnymi, czarnymi kreskami, przesunęły się od jego oczu w dół na jego wargi, skupiając się na nich na dłuższą chwilę. Przygryzła delikatnie własną dolną wargę, pozwalając sobie na stłumione westchnięcie i dopiero wtedy jej wzrok ponownie napotkał jego spojrzenie. Na moment wstrzymała oddech, gdy przysunął się jeszcze bliżej niej, ale nie drgnęła nawet o milimetr w jego stronę.
Szczerze? To przez chwilę nawet było jej ciężko się skupić na tym co mówił, bo myśli uciekały jej w zupełnie inną stronę. Chłód jego ciała i oddechu, zamiast ją otrzeźwiać, zdawał się otumaniać ją bardziej niźli opiumowy dym. Bliskość... Och, głupia dziewczyno.
-Niestety różnice poglądów zdarzają się dość często. - skomentowała tylko tyle, bo przecież nie wiedziała, kto był jego matką i nie wiedziała, czy akurat to było dla niej w tym momencie najważniejsze. Tak właściwie to co dla Hikari było ważniejsze? Ona sama, czy jej Ród? To naprawdę dobre pytanie...
Uniosła kącik ust ciut wyżej, śmiejąc się z tej hipotetycznej panny Tang, która w sumie z wielką chęcią zwykle przedstawiała się właśnie tym nazwiskiem. Ale dobrze, bawmy się.
-Taka hipotetyczna panna Tang, zapewne mogłaby dla Ciebie zrobić całkiem sporo. O ile, pokazałbyś jej, że warto. O ile Ty byłbyś tego warty. - palcem wskazującym przesunęła po jego policzku, przesuwając nim w stronę jego warg, by powoli, bardzo powoli obrysować je, jedynie muśnięciem opuszka swojego palca. - Taka, hipotetyczna, Hikari Tang, pewnie nie byłaby nikim... Decyzyjnym, ale z pewnością byłaby oczkiem w głowie, tych wszystkich, którzy ją znają. No spójrz na mnie, czego tu nie kochać, prawda? - roześmiała się, puszczając do niego oczko. - Także podejrzewam, że wystarczyłoby jej kiwnąć paluszkiem, by dostać to, czego by chciała. Pozostawałaby tylko kwestia tego, co pan by zrobił, panie Hong, czy Tang, jak pan woli, by przekonać do siebie panienkę Tang? - przysuwała się coraz bliżej, dosłownie o milimetr, mówić coraz ciszej, aż w końcu jej ciepły oddech, tak jak i wargi, praktycznie musnęły jego usta.
O słodcy bogowie. Czy to od opium kręci się nam w głowach, czy przyszło postradać nam rozum?
[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:[U] Hikari Tang

Wysłany: 2017-06-16, 01:07 [Cytuj]

Zaszedł o jeden most za daleko i droga odwrotu była dla niego zamknięta na dobre. W imię pamięci oraz zdrowego rozsądku musiał sobie uprzytomnić, że jednak nie był w najgorszej sytuacji, dopóki nie trafił na modliszkę odgryzającą głowę samczyka dopiero w czasie godów. Pozostało mu w tym momencie polegać na wysoce znienawidzonym instynkcie. W żadnej książce o takich cudach niestety nie pisali. A powinni...?
- Wtedy nie zasługujesz na pobłażliwość - mruknął arbitralnie, zrozumiawszy, jak bardzo nie miał ochoty czekać. Prosiła się o to. I nie była, na pewno nie była niewinna. Pobłażliwość wisiała zbyt wysoko, aby mogła po nią sięgnąć z czeluści piekielnych. Takim oto rozumowaniem wkradł się w jej ciepłe wargi. Ograbiłaś mnie z cierpliwości - myślał, łącząc dwa oddechy. On poczuje, jakby usta wypełniono mu ciekłą, niszczącą wszystko na swojej drodze: lawą. Ona poczuje ostry chłód, jak gdyby lizała kostkę najprawdziwszego lodu, sopel, który uparcie stara się zachować swoją formę.
Koniec rundy pierwszej. Runda druga, start. Chyba, że go ubije awaryjnym plaskaczem.
Nie można bombardować mężczyzny bodźcami bez konsekwencji, szczególnie tego bez pierścionka. Nawet mnich miał kiedyś matkę i rozumie, czym jest bliskość. Zaufaniem, bezpieczeństwem, ciepłem, czyli wszystkim, czego pragnie ludzka istota. Zhi był dalej w wieku dopuszczalnym dla śmiertelnika. Dalej był bardzo, bardzo ludzki, niezależnie od tego, jak zaciekle się stroił na oziębłego, wyrachowanego skurczybyka.
W końcu oderwie się od niej. Zależnie od jej oczek, tej pary błyszczących kulek, jej reakcji i rumieńców, ta pauza mogła trwać ułamki sekund. W międzyczasie od umizgów, zdążył przetrawić, że Hikari niezbyt się interesowała polityką rodową, skoro krwawe waśnie streściła w jednym zdaniu. Albo to perfekcyjnie ukrywała, bo z pewnością nie wyglądała na równie bystrą, co mamusia. Sorki, ale mamisynek ma swoje priorytety i basta!
- Pani Tang i pan Tang brzmią bardzo podejrzanie. Czy tak się załatwia sprawy z kuzynkami i ciotkami? - wysapał teatralnie, przerzuciwszy Japonkę na poduszki obok niego, hollywoodzko gramoląc się na nią sekundę później. Oj, miał ją w garści. Oj, żeby tylko nie miała kolców... Babki na szczęście nie miał, więc nie mogło być najgorzej.
Dalej trzymał ją za rękę. Prawdę powiedziawszy, to tylko pomagało mu ją przygwoździć do miękkiego posłania.
- Wszystko kochać w panience Tang. Rodziny miałbym nie kochać? - uśmiechnął się złośliwie. Jeśli hipotetycznie się jeszcze mu nie wyrywała, nie krzyczała, że zbok, że gwałt i inne takie. Jeśli tak się rzeczywiście nie stało, zjedzie chłodnymi wargami na jej podbródek. I szyję. I obojczyki. Dokładnie tak samo, jak ongiś jego palec. Będzie rozkoszował się zapachem kobiecego ciała, niemal żywego. A rączka z jej talii ześlizgnie się na udo. Na udo, gdzie bezczelnie pocznie podwijać palcami śmiertelnie długą sukienkę. W imię wygody. Wygoda i komfort to podstawa.
Tego chciałaś? Chciałaś. Kiedy pokażesz kły? Zmusisz mnie do bicia pokłonów? Czy dasz się porwać tej burzy żywiołów?
_________________
I say that human nature is the original beginning and the raw material, and deliberate effort is what makes it patterned, ordered, and exalted - Xunzi
[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:Zhi Xue Tang

Wysłany: 2017-06-16, 02:10 [Cytuj]

Może Zhi czytał niewłaściwe książki, albo nie potrafił czytać tak naprawdę. Może ktoś go kiedyś uraczy lekturą, która wzbogaci jego pojęcie o literaturze, albo... Tak naprawdę pozostanie w błogiej nieświadomości do końca swego wydłużonego żywota i zostanie "Głupcem", raz i na zawsze.
Z gardła Japonki najpierw wyrwało się sapnięcie, bo zdecydowanie udało mu się ją zaskoczyć. Miała nadzieję, że wytrzyma ciut dłużej, a on uległ. Jak glina pod palcami wprawnego artysty. Gardłowy pomruk, który pojawił się dosłownie chwilkę później, towarzyszył tym delikatnym dreszczom, które poczuła na karku. Smukłe palce przesunęły się z jego policzka na kark, gdzie zamiast go odepchnąć, przyciągnęła ciut bliżej siebie. Nie robiła sobie nic z jego chłodu, a nawet rozkoszowała się nim. Stanowił cudowny kontrast dla gorąca jej własnego ciała. I pewnie poddałaby się temu, gdyby nie przerwał pocałunku, który nastąpił dla niej zbyt wcześnie i trwał zdecydowanie zbyt krótko. Oj chłopcze, czy niczego się nie nauczyłeś?
Przesunęła językiem po swoich lekko nabrzmiałych od pocałunku wargach, zlizując jeszcze jego smak, zwilżając usta. Czy nieśmiertelnym zabroniono pragnąć bliskości? Zdecydowanie nie. Bo czymże by była dla nich wieczność bez bliskości, jeśli nie udręką? Aczkolwiek faktem było, ze podchodzili do niej inaczej, niż śmiertelni. Przynajmniej niektórzy. A Hikari... Ona zawsze miała do wszystkiego specyficzne podejście.
Rumiane policzki, przyśpieszony oddech i te błyszczące oczy. Czy tego własnie chciał? Chciał ją widzieć taką? Rozochoconą, podatną, uległą? Możliwe, że nie wyglądała na zbyt bystrą. Ale miał szczęście, że nie dane było jej tego usłyszeć, bo nie skończyło by się to dla niego szczęśliwie.
Opadła na poduszki, jak ta bezwolna laleczka, którą układał sobie jak chciał. Ona tylko westchnęła i czekała, wzrokiem śledząc każdy jego ruch. Czyżby nagle Chińczyk ocknął się z otumanienia i pozwolił pożądaniu przejąć władze?
-Pan i Pani? Czyżbyś coś mi sugerował? Tak na pierwszej randce? - jej perlisty śmiech, był cichszy niż wcześniej, ale jej zachowanie było znacznie śmielsze. Wsunęła nogę między jego tak, że udem ocierała się o jego krocze. Powoli, bardzo powoli, napierając delikatnie na jego ciało.
-Nie wiem, czy chciałbyś kochać rodzinę. Miałbyś kochać mnie. Nie chcesz? - wymruczała, wyciągając szyję, tak, by ułatwić mu dostęp do delikatnej, wrażliwej skóry. Pozwalała mu. Pozwalała mu na bardzo wiele. Zadrżała pod nim, czując jego dłoń sunącą w dół na jej udo, podwijającą bezczelnie jej suknię. Z brązowymi lokami rozsypanymi na poduszkach, z tymi słodkimi rumieńcami i błyszczącymi oczami, wyglądała tak niewinnie. Tak słodko i uroczo. Tak bezbronnie.
A jednak bardziej pomylić się nie można było.
Gdy on zajęty był składaniem pocałunków na jej obojczykach, podwijaniem jej sukienki, ona po prostu użyła całej swojej siły by zepchnąć go z siebie, prosto na podłogę. Zrobiła to dość nagle i gwałtownie, że zapewne dało się słyszeć "łup", gdy ciało uderzyło o podłogę.
- Jutro o dziewiątej w restauracji De Xing. Rezerwacja na nazwisko "Himura". Bądź punktualnie. - wstała z poduszek, poprawiając swoje długie loki i wygładzając pomiętą sukienkę. Wyraźnie miała zamiar wyjść. Teraz. Już. - Tylko nie zapomnij po sobie posprzątać. - posłała mu ten swój niewinny uśmiech i odwróciła się, by odejść.
[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:[U] Hikari Tang

Wysłany: 2017-06-16, 03:22 [Cytuj]

"Głupiec" byłby złym określeniem, a przynajmniej nie oddającym natury rzeczy. "Nędznik" zdecydowanie, "Nędznik", który tak namiętnie próbował przeć ku własnym celom. Miał ambicje, ambicje małostkowe, do których nawet się przed samym sobą nie przyznawał. Wyświęcał się każdą swoją myślą, ruchem i słowem. Tylko wyjątkowo - dzisiaj mu nie wychodziło, a maska z brzękiem toczyła się po ziemi. Zdecydowanie nie powstała z porcelany, czy kruchej gliny, nie. On całym swoim wysiłkiem, kunsztem, wykuł ją, dopasował, specjalnie dla siebie, maskę bluźnierczą: oblicze mędrca.
Zatem brnął w pajęczynę, jak ten młody wół, który urodzony w stodole, pierwszy raz zobaczy pole obrzmiałe zielenią. Podniecony jej reakcją, rozognionym dziewczęciem, tą którą sobie umarzył - tą lawę będzie trzymał, nieświadomy, że właśnie uciekała mu między palcami, tak potwornie raniąc.
- Randce? - uniósł brwi, zaskoczony samym słowem. Ah, schadzka. Chłopak i dziewczyna. "Romans... Trzech Królestw"? Ojć, to nie w tym akcie, nie w tym czasie, rodzinka jeszcze nie taka! Do geometrii mostów trzeba przebyć co nie miara!
- Nie dosłyszałem, aby ktoś coś sugerował. Od początku było za późno na sugestie - oh, ah, co za poeta! Klękajcie narody, Chiny wypuściły na wolność swoją tajną broń: +20 do przyrostu naturalnego! Jeszcze Azjaci zaleją barbarzyńską Europę. Tylko poczekajcie następne sto lat!
- Miłość nie wybiera - sparował kolejną błyskotliwą myślą kultury, tfu, zachodniej. Kochliwe te białasy. Rozum im w amory poleciał? I patrzcie teraz na biedaka, jak nić mu się okręca, dookoła szyi... Oj, przecież wszystko szło tak, jak sobie wyobrażał. A mogła wyczuć, jak byli siebie bliżej, że Zhi ewidentnie nie był już zimnokrwisty. Mogła wyczuć kolankiem wzbierające w nim "ciśnienie", chciwość, jak gdyby zamiast głowy, pracował tylko tym swoim "robaczkiem".
I miał ją, oh, jak blisko. Odsłoniła pazury. Wulkan wybuchł. Za wcześnie?
...
...
...
Szok. Wiadro zimnej wody. Z początku miał milczeć i pozwolić jej odejść. Tak po prostu, jak gdyby dostał "kosza". To byłoby proste. Ale skoro miał jakiś cień kontroli nad sytuacją, nie miał prawa go wypuścić. Za żadne skarby. Gra się jeszcze nie zatrzyma.
Dlatego Zhi zerwie się na nogi. Szybkim krokiem przebędzie ten oziębły dystans między nimi. Delikatnie, acz stanowczo, położy swoją chciwą dłoń... na jej ramieniu.
- Wybacz. Wróciliśmy do punktu wyjścia. Chciałem tobie zaufać. Ale nie zaufam tobie ani przy twoim stoliku, ani w twoim pokoju. Za wcześnie... - wyrzucił poważnym tonem wyzutym z szeptu, jak gdyby nie obściskiwali się chwilę wcześniej i byli dla siebie omal zupełnie... obcy.
- Hikari. Nie chcę od ciebie odwracać wzroku. Chcesz, abym szukał wzrokiem pułapek? Twoich ludzi? Chcę patrzeć na ciebie. Zatem nie stawiaj mnie w takim położeniu - zmiękczył swój głos. Jak gdyby miała go teraz w garści. Ale jeśli się od niego teraz odklei, jeśli ucieknie, to straci wszystko to, co osiągnęła do tej pory. Zhi nie będzie już dłużej zboczonym pluszaczkiem, miękkim jak kostka masła zostawiona na słońcu.
Zamiast tego przyszedłby zesztywniały. Kombinowałby z własnymi wtyczkami. Próbowałby przemycić broń. Nie wszedłby do pokoiku na zapleczu. Bo on znał te wszystkie sztuczki. Sam ongiś służył wampirzycy. Nie był tak naiwny, jak mogło się jej wydawać.
_________________
I say that human nature is the original beginning and the raw material, and deliberate effort is what makes it patterned, ordered, and exalted - Xunzi
[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:Zhi Xue Tang

Wysłany: 2017-06-16, 10:52 [Cytuj]

Wszystko paliło się dookoła, jakby od jego dotyku, bliskości. Kto powiedział, że nie próbowała uciec? Może poczuła się nieswojo, poczuła się osaczona tym, jak się przez niego czuła. Uśmiechała się słodko, widząc jego konsternację. Był tak uroczy, gdy gubił się w tym co mówił i robił, gdy jego maska opadała. Nie był taki oziębły, pewny i cwany. Przynajmniej nie tak bardzo jakby chciał.
-Za późno na sugestię? Wszystko jest przesądzone? - podpuszczała go, wciąż będąc tak blisko, już jednak wiedząc, że musi od niego uciec, odsunąć się. Nie mogła tego dłużej wytrzymać.
-Tak, zdecydowanie miłość nie wybiera. - potwierdziła jego słowa, sama nad nimi dogłębnie się zastanawiając. Taki twardy, tak nieczuły, tak ostrożny. A teraz patrzył na nią tak, jakby chciał utonąć w morzu czekolady, jej roziskrzonych ocząt. Przepadł? A może tak naprawdę oboje przepadli. Czy przegrali? A może wręcz przeciwnie?

Tak naprawdę czekała na to. Chciała się przekonać, czy był gotowy przełknąć dumę i sięgnąć po nią. Spróbować ją przekonać. Położył dłoń na jej ramieniu, a ona obróciła się w jego stronę, nawet robiąc krok, by być bliżej niego. Jakby jeszcze chciała zmniejszyć dystans między nimi. Teraz próbował nabrać dystansu między nimi, jakby wystraszył się, że tak nie powinni byli się zachowywać. Ale ona nie miała zamiaru się poddawać.
Uśmiechnęła się, jakby od początku miała taki plan, by go sprowokować. By odsłoniła swoje własne granice. I sięgnęła tymi smukłymi palcami do jego policzków, ujmując je w dłonie.
-Pocałuj mnie. - wyszeptała, jakby kompletnie ignorując jego słowa. To nie był rozkaz, raczej prośba. Może nawet zaproszenie.
Pytanie, czy teraz zdobędzie się na to, by dać znowu się skusić. Czy nie będzie obawiał się ponownego odrzucenia?
[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:[U] Hikari Tang

Wysłany: 2017-06-16, 20:38 [Cytuj]

Duma? Duma tylko prywatnie, duma tylko dla siebie, duma to egoizm. Na pewno nie duma, jeśli matka nakazuje mu, aby stał się prawdziwym Tangiem. Duma jest mieczem obosiecznym, nieobliczalnym, jeśli na pierwszym miejscu ma być postawiona lojalność.
Ale tracił formę, w którą włożył tyle wysiłku. Hikari pokazywała mu, jak bardzo był bezkształtny. A on nie miał siły, czy ochoty - zaprzeczać. Może nad całością unosił się wyższy sens: oto dokonywał się niewysłowiony chrzest Zhi. Musiał się starać, musiał podeptać swoją godność, musiał porzucić kontury i przystosować się, aby postawić w końcu krok naprzód. Co chwila zmieniał pozycję, był niepewny. Polegał na znienawidzonym instynkcie.
Zdziwił się jednak niezmiernie, kiedy ta natychmiast uległa jego słowom. Czy na pewno? A może to on tańczył, jak mu zagrała? A jakie to ma znaczenie, jeśli dotrze do celu? Zamknął mordę i pozwolił sobie na moment milczenia, kiedy obejmował jej talię, plecy, szyję, wplótł palce w swobodnie rozpuszczone włosy. Wykorzysta przewagę wzrostu, zbliżywszy się do niej dość, aby musiała wygiąć głowę w tył, by schwytać jego wzrok. Pozornie, zgodnie z jej propozycją, znowu sięgnie po jej usta. Kiedy ich nosy, oczy będą siebie najbliżej, dotknie własnymi ustami jej warg, przetrze je prowokacyjnie, ale nie będzie kontynuował. Niech niecierpliwi się, niech tonie w ich bliskości.
- Chciałaś zabawy. Dałem ci zabawę. Przerwałaś zabawę. Chcesz pocałunku. Dam ci pocałunek. Przerwiesz pocałunek? Co ze mną zrobisz? Mnie interesują rezultaty. Ciebie interesuje droga. Opowiedz mi, co z tego masz - szeptał jej blisko, usta w usta, oczy w oczy. Gdyby chciała, musiałaby tylko wyciągnąć język, tylko przechylić się o milimetr, aby go dostać. Więcej, oni trwali, prawie, prawie w ciągłym pocałunku. Stykali się brzegiem warg. Nie zamierzał jej wypuszczać. Ba, w razie ruchu jej nóżki, był gotów jej podstawić stopę, aby straciła równowagę i poleciała razem z nim na podłogę. Ewentualnie, musiałaby znaleźć w nim oparcie. Dalej brnął w stronę kontroli, dalej chciał mieć coś dla siebie w tym całym uczuciowym amoku. Nie porzucił swojego pierwotnego celu. Po prostu chciał teraz więcej.
_________________
I say that human nature is the original beginning and the raw material, and deliberate effort is what makes it patterned, ordered, and exalted - Xunzi
[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:Zhi Xue Tang

Wysłany: 2017-06-19, 02:58 [Cytuj]

Rozkapryszona, niezdecydowana, rozchwiana. Różnie się o niej mówiło. I niestety wszystko było prawdą. Każda jedna obelga... Domniemanie, przypuszczenie. Winny był oczywisty. Ale ona się nie broniła przed żadną karą, żadny rykoszet nie był jej straszny. Bo przecież nikt nie odważy się skrzywdzić kogoś o tak pięknej, niewinnej buźce.
Tyle, że on się tego nie spodziewał. Och... Jak mało jeszcze wiedział o tej słodkiej Japoneczce, która potrafiła przyprawić najwytrwalszego, najcierpliwszego osobnika o ból głowy.
Uniosła prawy kącik ust, gdy przyciągał ją znowu do siebie. Jak jego dłoń spoczęła znów na jej talii, palce przesuwające się po jej karku, wplatające się w fale jej włosów. Aż zadrżała delikatnie. Głowę odchyliła, by móc spojrzeć na niego, by przyglądać się, kiedy zbliżał się do niej. Czyżby serduszko zabiło jej szybciej, gdy twarz Zhi zatrzymała się milimetry od jej własnej? Przesunął po jej wargach ustami i wtedy już na pewno zadrżała tak, że mógł to poczuć, okrutnik.
-Dasz mi wszystko czego zapragnę? - zaśmiała się, ale nie odsunęła się. Mówiła, śmiała się dość cicho, by nie zakłócać tego przyjemnego napięcia, które odczuwała. Powietrze zdawało jej się naelektryzowane, jakby w oczekiwaniu na ciąg dalszy. Zupełnie jak ona. Teraz spinała każdy mięsień swojego ciała, trwając tak blisko swojej ofiary, a jednak tak daleko. - W tym momencie mam Ciebie i to mi aktualnie wystarczy. - wyszeptała, dosłownie chwilę przed tym, jak złamała się i swoją wolę. Musnęła jego wargi czubkiem języka. Najpierw nieśmiało go zaczepiła, potem przepadła i pogłębiła pocałunek, biorąc więcej. Znacznie więcej.
Może pytał ją o ród, może oczekiwał wsparcia, ale... Ona została stworzona do miłości, nie polityki i to zawsze u niej mogło poczekać.
Sięgnęła dłońmi jego twarzy muskając ją delikatnie opuszkami palców. Zdecydowanie nie miała zamiaru przerywać tego pocałunku.
Była słaba? Wręcz przeciwnie.
[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:[U] Hikari Tang

Wysłany: 2017-06-20, 00:20 [Cytuj]

Zhi starał się być uważny. Wypatrywał zasadzek, spisków, próbował złowić intencje skryte za wachlarzem półprawd. Chciał być naprawdę dobrym Tangiem.
A jednak, prawda nie miała niczego wspólnego z jego wyobrażeniami. Matka opowiadała mu o lojalności, ideałach, rodzinie, służbie. Bo na co nieśmiertelnej istocie rozrywki, na co szukanie podniety...? - dumał sobie w myślach, czując drżenie nimfy w swoich objęciach. Zhi nie potrafiłby pojąć, że Hikari chciała, koniec końców, tylko miłości i bliskości, spraw przyziemnych. Zamiast tego bał się, że dziewczę go sparaliżuje, wystawi, użyje jako pionka we własnej politycznej gierce. W jednej sprawie na pewno był słuszny: igrał z ogniem.
- To działa w obie strony - mruknął z nutką złośliwości, zbierając się do pocałunku. Grzebał się. Miał dobre chęci. Zetknął się z utęsknionym przez niego językiem, chciwie wciągając go do tańca, dokładnie w miejscu, gdzie ścierały się żywioły ognia i lodu.
A przez cały czas będzie patrzył w stronę jej twarzyczki. Zerknie, czy Japonka będzie drżeć od jego zimna, grać dla niego niewinną śmiertelniczkę. Spojrzy, czy w ogóle zamknęła powieki, czy może dalej się wgapiała w jego oczy. Z kobietami bywał tylko dla przyjemności fizycznej, unikając uczuć - rozpraszającego brzemienia. Ich reakcje były dla niego zbyt powtarzalne. Zadziwiało go zatem, że pomimo bycia nieśmiertelną, Hikari nie zdawała się ograniczać do sfery cielesnej. Wciągała go do świata, który zamknął dla siebie na kłódkę. Przerażała go. Była dzieckiem, tak jak on? Czy może miał do czynienia z samą "Haną"? Niepewność, zakazany mu owoc, stawała się podniecająca.
Pozostało mu tylko dać, czego ona zapragnie. Dalej się obawiał, że miała go praktycznie jak na talerzu. Jeżeli jednak ta dama schrupie go tak czy inaczej, lepiej, aby zrobiła to ze smakiem...
Nabierze zatem cierpliwości i pokory, dopóki nie zakończy pocałunku. Dopiero kiedy się od niego oderwie, a wcale nie musieli brać przerwy na wdech, odezwie się:
- Nie było ci miło na poduszkach? Myślałem, że wolisz je od twardych powierzchni... - wyszeptał, powolutku ją popychając, prawie tanecznym kroczkiem, w stronę niskiego stoliczka.
_________________
I say that human nature is the original beginning and the raw material, and deliberate effort is what makes it patterned, ordered, and exalted - Xunzi
[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:Zhi Xue Tang
Wyświetl posty z ostatnich:
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do UlubionychWersja do druku
Skocz do:  


phpBB by przemo   kontakt@darkestnight.pl
Strona wygenerowana w 1,409 sekundy. Zapytań do SQL: 11

zamknij okno
Mistrz Gry

[MG] Mina

Sieczka to jej specjalność. Niezależnie czy posługujesz się bronią palną czy bronią białą, poprowadzi dosłownie każdą walkę. Dobrze się czuje w klimatach słowiańskich i azjatyckich - zwłaszcza Japonia oraz Korea (zarówno Południowa jak i Północna). Sesje z wampirami czy z ludźmi nie są żadnym problemem, w przypadku wilkołaków wciąż się uczy. I żadna drama jej niestraszna!

Multi: Żywia Wang, Xiao Xing Tang, Jane, Malavika Draculesti
Mistrz Gry

[MG] Hella

Forumowa (nie)dziewica. Nieustannie się uczy, patrzy, podgląda i zapamiętuje. Poza tym lubi troll-sesje. Bardzo. Zatem zaprasza wszystkich do wspólnego śmieszkowania! Na wilkołakach się nie wyznaje i przyznaje się do tego bez bicia, co nie zmienia faktu, że chętnie poprowadziłaby coś jakiemuś Dziecku Luny. Umie trochę w medycynę i uwielbia opisywać (i zadawać) obrażenia. Zatem może walki? Wciąż się uczy, wciąż odkrywa i da znać, jak będzie wiedzieć w czym czuje się najlepiej.

Multi: Gustav Tordivler, Yumiko Kobayashi
Mistrz Gry

[MG] Brutus

Osoba uniwersalna pod każdym tego słowa znaczeniem. Może poprowadzić Ci wszystko, absolutnie wszystko, zaczynając od polowania na wampiry, przez poszukiwanie detektywistyczne i sceny walki czy zabicie Cezara w Idy Marcowe. Lubi futrzaki i trwałe okaleczanie postaci.

Multi: Kostya, Hernando Reyes
Mistrz Gry

[MG] Amara

Dopiero zaczyna swoją karierę jako Mistrz Gry. Miła dla wszystkich, aczkolwiek w czasie prowadzenia sesji może wydać Ci się najgorszą osobą na świecie. Dopiero uczy się pomidorowego fachu, więc przygarnie wszystkie sesje - klimatyczne, zagadkowe czy z walką w tle (troll sesja też by się przydała!). Pozytywnie nastawiona do światała wokół niej. Naczelny słodziak forum.

Multi: Anna Iwanow, Maya Krause
Mistrz Gry

[MG] Westenra

Jeśli oczekujesz dynamicznej rozgrywki - to jest z pewnością nadającą się do poprowadzenia Ci sesji osobą. Niezależnie od tego czy sesja ma być poważna, czy skłaniająca ku zabawie, dotycząca wdrożenia do fabuły lub samego rozwoju postaci - będzie plan na dobrą rozgrywkę. Pomysłowa i chętna do pomocy, głównie zajmująca się działaniem na Wyspach i we Francji, ale też nie ma problemu, aby poprowadzić sesję w innej części świata. Chętnie poprowadzi sesję ludziom oraz wampirom. Pomoże w każdej sprawie na GG lub PW. Lubi tematykę dawnych wierzeń, historycznych motywów oraz wątków w których Gracz ma szansę zostać Larą Croft lub Indianą Jonesem. Psst. Lubi komplementy.

Multi: Alexander Fraser, Narcisse
Mistrz Gry

[MG] Pam

Lubi sesje lekkie oraz takie, które wpłyną na postać. Potrafi dostosować się do każdej sytuacji dzięki czemu rozgrywki prowadzone są gładko i sprawnie. Nie przepada za wilkołakami, azjatycką kulturą, militariami oraz walkami w zwarciu czego powodem jest niewystarczająca wiedza do poprowadzenia sesji na wysokim poziomie. Otwarta na uwagi oraz pytania. Wykazuje się wiedzą, którą urozmaica prozaicznie proste tematyki sesji. Leniuszek preferujący wolniejsze gry. Zawsze podpytuje Gracza czego się od niej wymaga.

Multi: Dione Floros, Ophelia Anderson
Mistrz Gry

[MG] Akasha

Świeżutki Mistrz Gry. Dopiero wkracza w świat prowadzenia sesji. Pełna pomysłów i nieposkromionej energii do prowadzenia sesji. Sesje: komedie, tragikomedie lub pełne patosu, do wyboru do koloru. Z chęcią spróbuje każdego rodzaju. Poprowadzi sesję każdemu i jaką by duszyczka zapragnęła. Uwaga tylko by ta duszyczka do piekiełka nie trafiła. Nadal poszukuje najbardziej odpowiadającego dla niej motywu sesji.

Multi: Hessa Nejem, Beatrice Lange
Mistrz Gry

[MG] Anne

Anne zależy przede wszystkim na solidnej rozgrywce i elastyczności względem działań graczy. Stara się dopasować graczom takie sesje, które będą nawiązywały do ich Kart Postaci i preferencji gry. Osobiście preferuje rozbudowane, mające możliwie jak największy wpływ na postać sesje. Bardzo dobrze zna realia uniwersum DarkestNight. Na miarę swoich możliwości postara się odpowiedzieć na wszelkie nurtujące gracza pytania. Pomoże w wykreowaniu postaci, a także chętnie wykona kilka avatarów.

Multi: Charlene Page, Leila Nejem
MODERATORZY
Moderator

[M] Oaz

Moderator działu retrospekcji.

Multi: William E. Nejem, Takeshi Okage, Zofia Kowalczyk
zamknij okno
Chcesz się z nami wymienić banerami? Napisz do nas na adres kontakt@darkestnight.pl lub bezpośrednio do Głównej Administratorki selene@darkestnight.pl


zamknij okno
ACT IX: WILL BE HOWL FOR ME WHEN I AM DEAD




W przeciągu ostatnich dwóch lat w świecie nadnaturalnych istot wydarzyło się tak wiele, że aż odnosiło się wrażenie, iż po kilkuset latach ciszy własnie nastąpiła burza. Burza co rusz zbierająca swoje żniwa. W przeciągu ostatnich dwóch lat zginęło i zniknęło o wiele więcej długowiecznych niż kiedykolwiek wcześniej... Najpierw odrodził się Zakon Smoka, by szybko zniknąć z kart historii i mapy, później nastąpiły choroby wampirów i lykan aż w końcu uderzyła Sekta. Sekta i jej opozycja, Inconnu - nieustająca od dziesiątek setek lat wojna, która zabrała pośród nadprzyrodzonych istot największe żniwa w ich historii.
A żniwa nie ustawały.
Wraz z upadkiem Londynu we wrześniu 2016 r.; wraz z upadkiem Big Bena i Parlamentu Angielskiego; wraz ze śmiercią Królowej Elżbiety II i jej małżonka Filipa oraz przejęciem władzy w Wielkiej Brytanii przez Królową Rosemarie i wyjściem na ulicę zdeformowanych, zdziczałych bestii nastąpił chaos. Chaos, którego rozwój został jednak powstrzymany za sprawą stanu wojennego w Londynie.
Ten chaos został jednak wykorzystany przez osoby, które upatrzyły w nim szansę dla siebie. Wykorzystały one możliwości jakie ofiarowała im Sekta swoimi śmiałymi i radykalnymi posunięciami. Gdy długowiecznym udało się ustabilizować sytuację i powstrzymać dalszy upadek Maskarady, oni niespodziewanie uderzyli.
Ród Drăculești zaczął dostawać sygnały o podejrzanych, niekiedy masowych morderstwach i przypadkach kanibalizmu na swoim dawnym terytorium, Rumunii. Rodzina Igelström z kolei dostaje od swoich informatorów wysoce alarmujące działania na terenie Islandii, które mogłyby doprowadzić do upadku Maskarady: zgonach i pojedynczych kanibalach. Familia Nejem musi się zmierzyć z narastającym problemem w Indiach: pogłoskach o silnym i szybko uzależniającym narkotyku, który doprowadza do błyskawicznych zgonów i kanibalizmu. Ród Page z kolei mają nie lada problem w Szwajcarii, gdzie w szpitalach i przychodniach pojawiają się masowe ilości osób uzależnionych od nieznanego lekarzom narkotyku, na który nie znają leku. Ród Rasputin również nie ma łatwo: będą musieli powstrzymać na terenie Ukrainy fale bestialskich, wygłodniałych ludzi, których nikt nie jest w stanie zatrzymać. Rodzina Reyes zaś od jakiegoś czasu zaczęła dostawać informacje o nasilających się śledztwach z różnych grup społecznych w sprawie narkotyku, który nie uzależnia, ale daje chwilowego kopa fizycznego czyniąc z człowieka krótkotrwale prawdziwego berserka. Jedynie w przypadku Familii Táng zdaje się być spokojnie...