Poprzedni temat «» Następny temat
Pokój gościnny I
Autor Wiadomość

  • LokacjeModerator
Moderator nowych lokacji
Pomógł: 4 razy
Wysłany: 2017-04-01, 17:10 Pokój gościnny I [Cytuj]


Pokój gościnny I




[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:[M] Lokacje

Zgoda na multikonto
Pomógł: 2 razy
Wysłany: 2017-06-19, 21:01 [Cytuj]

Po zakończonej rozmowie z Anną i Teriel, Żywia została przez familianta zaprowadzona do sypialni gościnnej. Lin miał dołączyć nieco później – chciał z tą pierwszą wymienić kilka słów w cztery oczy. Nie zadawała żadnych konkretnych pytań, wbrew wszelkim pozorom nie zrobiła lubemu przesłuchania, tylko grzecznie udała się do komnaty, gdzie zamierzała się trochę odświeżyć po podróży. Zaczęła oczywiście od gorącej kąpieli. Dopóki ciało nie dostosowało się temperaturą do wody, było całkiem przyjemnie… Ech, jak ona zazdrościła Linowi zalety aktora. Wychodząc z wanny spojrzała w lustro, w którym to jednak nie zobaczyła swojego odbicia. Czy naprawdę nie miała duszy? Westchnęła ciężko i narzuciła na siebie satynowy podkoszulek w kolorze granatu i szorty do kompletu.
Usiadła na łóżku, bokiem do drzwi, ze szczotką w ręku. Raz po raz rozczesywała splątane, złote włosy. Biorąc pod uwagę ich długość nie należało to do łatwych. Żmudna robota, na którą musiała poświęcić nieco więcej czasu. Dotychczas miała familiantkę, która się tym zajmowała, jednak teraz musiała sobie radzić sama. Ewentualnie będzie wykorzystywać Lina do tego typu czynności.
Gdy skończyła, podeszła do okna i otworzyła je na oścież, biorąc przy tym głęboki wdech – choć oddychanie w żaden sposób nie było jej potrzebne do życia. Spojrzała w gwieździste niebo… i zaczęła się zastanawiać, co będzie dalej. Postanowiła zrobić naprawdę bardzo odważny krok na przód – a chociaż wierzyła, że tak było. Zbliżała się Kupała… Była bardzo ciekawa, czy Rasputini wciąż ją obchodzili. W zeszłym roku nie miała z kim świętować. Kto wie? Może w tym się uda?
_________________

Do września wszelkie posty w tygodniu ode mnie będą TYLKO wieczorami.
Jak odmieniać imię Żywia?
[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:Żywia Wang

Zgoda na multikonto
Wysłany: 2017-06-19, 22:23 [Cytuj]

Rozmowa z Anną dała Linowi wiele do myślenia. – ha, ha, ha! Otóż nie, nie dała. Czarny Smok nie raczył się wyłonić spod gęstego mułu rzecznego. Tkwił tam uparcie w dziwnym zawieszeniu jakby czekając na czyjeś przybycie. Mamo? – to już czas drogie dziecko – odzywa się głos znanej ci istoty i już wiesz, że niebawem jej kosa spocznie i przetnie twoją gardziel. Krew tryśnie na wszystkie strony barwiąc czarne szaty oraz taflę wody, upadniesz, umrzesz, a potem wstaniesz. W końcu staniesz się wolny. Czekasz więc na to w tym nieszczęsnym mule i… problem w tym, że matka coś się nie zjawia, zupełnie jakby zapomniała, a przecież nie tak dawno temu ją widziałeś. Czemu?
Do pokoju Lin wszedł tradycyjnie, czyli niespodziewanie i cicho. Sunął miękkim krokiem w przód, aż zatrzymał się kilka centymetrów za drzwiami – zamknął je nie chcąc, aby przypadkiem ktoś im przeszkodził. Żywia, którą tak swoją drogą dostrzegł kątem oka, musiała odpocząć, on zaś niespecjalnie przepadał za towarzystwem. Wolał mniejsze skupiska istot i to w dodatku takich, które znał. Cała reszta go irytowała, o ile rzecz jasna można mówić o jakiejkolwiek irytacji, gdzie jedynym okazem zainteresowania w jego przypadku był jego brak. Co robił? Ignorował. Jak się odzywał? Milczał. Czy się witał? Wymijał udając, że jest sam.
Sposób prezentacji pewnej Pani był bardzo ponętny. Widać, że ewidentnie pragnęła atencji, a być może nawet czegoś więcej. Problem w tym, że to leniwe smoczysko na razie nie myślało o niegrzecznych igraszkach. Wyglądał raczej na nieobecnego. Nie mówił tego wprost, tym nie mniej powrót na rodzinne łono pozostawiał po sobie nieprzyjemny posmak, spięcie mięśni i nie tylko – to pewnie przez znamię przeszłości… co jeśli? – podpowiadał namolnie nieprzyjemny głos z tyłu głowy.
Czarnowłosy nie zwrócił się do Słowianki przodem. Stał za to doń bokiem, a przodem do lustra. Widok odbicia nadal był dla niego czymś niezwykłym i dziwnym. Z lekko zmrużonymi ślepiami rozpuścił na wpół uwiązane włosy. Rozlane na szerokie ramiona i plecy przepięknie wtopiły się w czerń szaty. Lin na moment zatracił ludzką powłokę stając się pustką.
- Wciąż kusisz. – powiedział cichym tonem nie zaprzestając bacznej obserwacji swojej kruszyny.
_________________

Notatnik
[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:Lin Daiyu Wang

Zgoda na multikonto
Pomógł: 2 razy
Wysłany: 2017-06-20, 00:10 [Cytuj]

Jej (nie)życie potoczyło się zupełnie inaczej niżeli się tego spodziewała. Jeżeli ktoś rok temu powiedziałby jej, że odejdzie z rodu i Kupałę spędzi na ziemiach Rasputinów, nigdy by nie uwierzyła… Bogowie zaskakiwali ją na każdym kroku. Z jednej strony została potępiona, została zabrana jej dusza, a z drugiej… Miała poczucie, że jednak nad nią czuwali. Jakby było inaczej, to czy by pozwolili jej na te ulotne chwile szczęścia? Na jej drodze wciąż pojawiały się nowe możliwości, musiała stawać przed rożnymi wyborami. Teraz miała kolejną szansę – na zupełnie nowy rozdział w swojej egzystencji. Nie wiedziała, jak to się skończy. Domyślała się, że Lin chciał wrócić na łono rodziny, znów ją wspierać, nie być tylko cieniem – ale co z nią? Była wyrzutkiem, a nie chciała ograniczać się do siedzenia na Krymie i wypatrywania przez okno swego lubego, niczym księżniczka uwięziona w wieży, czekająca na swojego księcia. Może zajmie się ogrodem na Krymie? Był dziki i dawno nie widział ręki ogrodnika, a z drugiej strony miał w sobie coś… magicznego. W ogóle cała rezydencja Lina była niezwykle tajemnicza.
Kuszenie nie było zamiarem Słowianki. Jakby chciała to zrobić, ubrałaby zapewne czerwony gorset, koronkowe figi i pończochy, a nie zwykłą podkoszulkę i szorty. Nie będzie przecież się ubierać w wełnianą piżamę po same kostki, bez przesady! I jeżeli Lin myślał, że wszedł niezauważony, to był w błędzie. Kątem oka cały czas zerkała w stronę drzwi. Uśmiechnęła się delikatnie, by znów spojrzeć w gwieździste niebo.
Nie chciałam, następnym razem ubiorę dresy – odpowiedziała luźno, odwracając się do Lina. Drobna dłoń wylądowała na jego policzku, by następnie zaczesać niesforny kosmyk włosów lubego za ucho. – Z Teriel znasz się chyba całkiem nieźle? – zapytała. Była ciekawa, ale nie zazdrosna. Zauważyła ten luz pomiędzy nimi, który był. I musieli być ze sobą nieco bliżej, skoro Gryzak miał mu pomóc wrócić na łono rodziny.
_________________

Do września wszelkie posty w tygodniu ode mnie będą TYLKO wieczorami.
Jak odmieniać imię Żywia?
[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:Żywia Wang

Zgoda na multikonto
Wysłany: 2017-06-20, 01:06 [Cytuj]

Lin nie zwykł pozwalać komukolwiek na bliższy kontakt niż ten dopuszczalny. Do tej pory zezwalał na to swojemu przyjacielowi, pewnemu Azjacie, Teriel, Annie, Żywii, Janowi, Lauren… Tych kilka osób miało niebywałe szczęście mogąc poznać go od nieco innej strony. Szkoda tylko, że Ci inni już nie żyli; Anders, Yin, Lauren, potem pewnie Jan. Kto jeszcze? Matko.
Ostatnimi czasy byłaś dla mnie nadzwyczaj okrutna. Cóż żem ci uczynił – nie odpowiadaj! Dobrze wiem. Zawsze traktowałaś nas tak samo, nas jako swoje dzieci. Urodzenie, status, poglądy, nie miały dla ciebie żadnego znaczenia. Dobrze, bo dla mnie też – mimo to czujesz narastającą pustkę wewnątrz. Kiedyś zabijałeś, dziś zaś dopadła cię w końcu kara i zadość uczynienie za wszystkie krzywdy. Doskonale. Dzięki nim smocza łuska stanie się jeszcze twardsza niż dotychczas. Nazwiesz to więc karą? Nie. Określisz mianem nagrody.
- Zostaw tak jak jest. – a teraz zagadka. W jakim języku mogą porozumiewać się Polka i Azjata? Japoński, Koreański, Polski? Odpadają. Znajomość języka to jedno. Każdy głupi to potrafił. O wiele gorzej z poprawną wymową i słownictwem oraz z nieszczęsnym akcentem. W takim zestawieniu dwójka nieśmiertelnych nigdy by się ze sobą nie dogadała. Pozostał więc angielski lub rosyjski – pierwszy język czarnowłosy znał dosyć dobrze. Czasem coś pokaleczył, ale ogólnie rzecz biorąc nie było najgorzej. Rosyjski? Bez problemu. Setki lat spędzone na łonie zielonej mateczki skutecznie wyuczyły szczeniaka poprawnej wymowy w tym języku z dodatkową eliminacją miękkiego akcentu typowego dla Chińczyków z północnych rejonów. Prócz tego była jeszcze opcja...
Wampir z pokorą przyjął czuły dotyk Słowianki. Mordercze ciało nie spięło się nawet na sekundę, raczej rozluźniło pozwalając, aby błogie ciepło rozeszło się leniwie po całej powierzchni, od stóp, aż po sam czubek głowy. Prawdą było, że Żywia nie posiadała zalety aktora, tym nie mniej to przecież nic złego. Lin i tak czuł od niej bijące ciepło, jak i biło usadzone w nań jego serce. Całkiem uczciwa wymiana; ona otrzymała strażnika ciała, on z kolei dostał osobę godną dzierżenia serca.
- Teriel jest ze mną spokrewniona. Jej stwórca był moim potomkiem. W skrócie Teriel jest moją „wnuczką”. – odpowiedział Lin zgodnie z prawdą. Gryzaczek faktycznie była z nim spokrewniona, a to że posiadali dość luźne relacje. Powiedzmy, że były one wynikiem kilku pomniejszych epizodów opartych na dwustronnej rywalizacji. Zupełnie niewinna gra. Żywia więc nie miała być o co zazdrosna. Smok mógł sobie latać na lewo i prawo, mógł żartować i śmieszkować, ale spójrzmy prawdzie w oczy. Nie zawsze wszystko sprowadzało się do jednego, a im starszy wampir, tym w sumie większe znużenie. Potem się dziwić, że przez złodzieja tożsamości Lin miał problemy z ustaleniem własnej płci.
Gad pochylił lekko głowę w bok chcąc się oprzeć na dłoni niewiasty.
_________________

Notatnik
[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:Lin Daiyu Wang

Zgoda na multikonto
Pomógł: 2 razy
Wysłany: 2017-06-20, 18:49 [Cytuj]

Śmierć nie oceniała, nie pytała i nie patrzyła na to, kto jakiego był statusu. W jej oczach wszyscy byliśmy równi i niezależnie od ilości lat spędzonych na tym padole, każdy z nas doświadcza obecności Matki, zabierając nam kolejnych bliskich, w ten sposób przypominając nam, że na nas także przyjdzie czas – za dzień, tydzień, miesiąc czy wiek, To nie miało najmniejszego znaczenia. Po prostu trwajmy, rozkoszujmy się sobą i starajmy się wyciągnąć jak najwięcej szczęścia z tych chwil, które nam pozostały, dobrze? Bo pomimo tego, że nie jest nam pisany happy end, nie oznacza, że nie możemy choć próbować być ulotnie szczęśliwi.
Jesteś pewien? – zapytała, posyłając Linowi zawadiacki uśmieszek. Niech się lepiej chłopaczyna zdecyduje, co woli bardziej, bo jak tak dalej pójdzie, będzie widział swoją żonę tylko w bawełnianych majtach.
Dopóki Żywia nie odkryła w sobie swoich lingwistycznych zdolności, porozumiewała się z Linem po angielsku, bo ten język znała naprawdę bardzo dobrze, niemalże na poziomie native speakera i prędzej Smok miałby problem z wyrażeniem swoich myśli, a nie na odwrót. Dzięki jednak smykałce do języków, chłonęła chiński niczym gąbka i zapewne z czasem się na właśnie ten język przerzucili, choć czasem jeszcze brakowało jej słów czy pierdzieliła tony – ale nie było tragedii.
Lin mógł zobaczyć w oczach swej lubej niepokój. Martwiła się o siebie, o niego… Nie wiedziała, co przyniesie jutro. Bała się również o to, w jaki sposób zostanie przyjęta przez Rasputinów. Była dla nich zupełnie obcą osobą i nie zdziwiłoby ją to, gdyby podchodzili do niej z dużą dozą nieufności i rezerwą. Wolną dłonią chwyciła dłoń Lina i splotła ze sobą ich palce.
Rozumiem – odpowiedziała jedynie i przytaknęła głową. Jak już wspomniałam, nie była zazdrosna, chciała się tylko nieco dowiedzieć o jej osobie. Z synów Lina znała Jana, ale on nie posiadał potomstwa z tego, co było jej wiadomo i Ashurę. A ten się nie chwalił nigdy, że kogoś dziabnął. – Boję się, jak zostanę tu przyjęta… jak zareagują na moją obecność tutaj – powiedziała całkiem szczerze to, co leżało jej na sercu.
_________________

Do września wszelkie posty w tygodniu ode mnie będą TYLKO wieczorami.
Jak odmieniać imię Żywia?
[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:Żywia Wang

Zgoda na multikonto
Wysłany: 2017-06-20, 19:04 [Cytuj]

Wizja bawełnianych gaci nie napawała Czarnego Smoka radością… a może jednak mnie? Lub both of us? Nieważne. Czarnowłosy wampir pozwolił sobie na nikły uśmiech, którym raczył jedynie wyjątkowe osoby, w tym również Słowiankę. Widać, że zebrało się komuś na żarty i żarciki.
- Za moich czasów kobiety nie nosiły bielizny… - no nie żeby powiedział to jakoś specjalnie czy coś. Ton był poważny, wyraz twarzy również. Można więc powiedzieć, że powiedział prawdę, bo… no bo powiedział. Kiedyś był taki zwyczaj nie noszenia nic pod spodem. KIEDYŚ! Okej, a może się jednak zbijał? Ciężko stwierdzić. Niech więc Panna Wang sama zdecyduje. To co zaś tyczyło się pytania – tak, Lin był pewny, że krótkie szorty z koszulką były odpowiednim strojem. Może tylko dobrałby inne szorty. Te coś kolorystycznie kulały, ale niech już będzie. Nie chcemy przecież robić Słowiance przykrości tylko dlatego, że ktoś cierpiał na chroniczne zaburzenie osobowości.
Gest chwycenia i splecenia ze sobą palców dłoni nie był dla Lina czymś zaskakującym. Tak po prawdzie spodziewał się, że Żywia będzie domagać się kontaktu fizycznego. Bez skojarzeń proszę! Chodziło mi raczej o motyw wsparcia, który naturalnie otrzymała – Lin jak to Lin, zamknął młódkę w klatce bezpiecznych objęć i trzymał ją tak długo, aż się uspokoiła.
- Jak zareagują na naszą obecność. – wyszeptał gładząc kobietę po głowie.
- Będą nieufni. Spodziewam się bacznej obserwacji i patrzenia na dłonie, przynajmniej z początku. Z czasem może się otworzą. Nie wiem jednak czy tak będzie. Równie dobrze mogą zachować się inaczej. Nie znam młodszego pokolenia Rasputinów, a to na czym się opieram to tylko i wyłącznie słowa Anny. – odpowiedział już po angielsku. Dość męczenia niewygodnego języka i jego tonów.
_________________

Notatnik
[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:Lin Daiyu Wang

Zgoda na multikonto
Pomógł: 2 razy
Wysłany: 2017-06-20, 20:22 [Cytuj]

Prawdę powiedziawszy wizja noszenia bawełnianych gaci nie podobała się również i Słowiance. Pomijając fakt, że nie miała takich w swojej „kolekcji”, to jeszcze nie wyglądały zbyt ładnie, więc zdecydowanie lepiej będzie, jeżeli zostaną przy tym, co jest teraz. I owszem, zebrało się jej na żarciki, żeby choć troszkę się rozluźnić, bo na chwilę obecną była spięta jak… khem. Przemilczę porównanie, które przyszło mi do głowy.
Mężczyźni, z tego co pamiętam, także? – zapytała, również będąc całkiem poważną. W tym przypadku Żywia nie widziała problemu, by dostosować się do Smoka i zrobić coś, co za „jego czasów” było normalne i powszechne. Ba! Staniki nie należały do najwygodniejszych i nie miała nic przeciwko chodzeniu bez nich. Tak jak teraz. Zaś od koloru szortów proszę się odczepić. Wszystko było kompletowe, nie dobierała niczego z przysłowiowej… dupy.
Potrzebowała bliskości Lina i jego wsparcia – to był zdecydowanie ciężki okres w (nie)życiu Słowianki. Wiele zmian, nowe progi do przekroczenia. Będąc w domenie Rasputinów… czuła się trochę zagrożona. Nie będzie w stanie ze spokojem przechadzać się tymi korytarzami. Zapewne niestabilność zrobi swoje i jeszcze tylko podsyci w niej poczucie bycia obserwowaną na każdym kroku. Czyżby wpadała w paranoję?
Jesteś jednym z nich, płynie w Tobie krew Rasputinów. Ja zaś jestem wyrzutkiem z obcego rodu – powiedziała, gdy już się trochę uspokoiła. Spojrzała Smokowi prosto w oczy, unosząc jednocześnie nieco wzrok do góry. Nie odsuwała się zbytnio od niego. Chciała czuć jego ciepło, słyszeć bicie serca, które było dla niej od zawsze najlepszym ukojeniem wszelkich trosk i zmartwień.
_________________

Do września wszelkie posty w tygodniu ode mnie będą TYLKO wieczorami.
Jak odmieniać imię Żywia?
[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:Żywia Wang

Zgoda na multikonto
Wysłany: 2017-06-20, 21:13 [Cytuj]

A i owszem. Kiedyś tj. w czasach Lina nie nosiło się bielizny. W efekcie wystarczyło lekkie pociągnięcie materiałowego pasa, aby jedwabne hanfu opadając na ziemię odsłoniło całe piękno nagiego ciała. I Lin takie hanfu nosił… Kek, czaicie żarcik? Jego ubiór był daleki do tych w jakich nosili się Cesarze czy wysoko sytuowani urzędnicy. Aby było zabawniej szata zabójcy dzieliła się na dwie części, górną i dolną. Ich rozwiązywanie zajmowało naturalnie nieco więcej czasu.
- Owszem. – odpowiedział. Z nim było nie inaczej. Pomimo brnięcia za rozwijającym się światem, Lin pewna część swojego jestestwa pozostawił w przeszłości. Przejawiało się to na przykład strojem. Chwała umiejętności zmiany. W innym wypadku Smok przeżywałby katusze… w sumie i tak je przeżywał, zwłaszcza w okresie kiedy jeszcze nie znał tej sztuczki. Jedynym odzieniem spoza kręgu azjatyckiego, który względnie był dla niego znośny to ten niegdyś podarowany przez Andersa. Wtedy wyglądał jak rasowy wiking. Prawie.
Żywia potrzebowała ciepła, a Lin jej to ciepło dawał. Stał blisko Słowianki nie racząc nawet drgnąć. Cofnął się dopiero w momencie kiedy i ona postanowiła się cofnąć.
- I co z tego? To nie jest żaden argument. Większość nieśmiertelnych, którzy wiedzieli o moim istnieniu nie żyje. Reszta to pewnie młodsi przedstawiciele rodziny, a ci nie wiedzą przecież o tym kim byłem. Fakty są faktami. Krew to nie wszystko. Wyrzekłem się rodu, który nie ma żadnych podstaw, aby chcieć mnie przyjąć. Czujesz się winna? – spytał nawiązując do odejścia Żywii od rodu.
_________________

Notatnik
[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:Lin Daiyu Wang

Zgoda na multikonto
Pomógł: 2 razy
Wysłany: 2017-06-20, 22:45 [Cytuj]

Słowianka już parę razy w swoim (nie)życiu miała okazję z Lina zdejmować jego tradycyjną szatę i za każdym razem przekonywała się na własnej skórze, że w tym przypadku Smok stosował się do swoich starych przyzwyczajeń. Czy jej to przeszkadzało? W żadnym wypadku. Niestety (bądź stety) Żywia była kobietą współczesną i przywykła do noszenia bielizny, więc Smok miał zwykle nieco więcej roboty, ale jakoś specjalnie nigdy nie narzekał…
Niestety, Żywia nie posiadała tej sztuczki przez co musiała brać ze sobą do Rasputinów całą walizkę, która teraz leżała gdzieś w kącie i czekała, aż znajdzie siłę ją rozpakować. A jakie to byłoby wygodne życie, gdyby mogła, tak samo jak Smok, zmieniać ciuszki na jakie tylko chciała, bez potrzeby tachania ze sobą wszędzie bagażu!
Mhmmm... – zamruczała. Komuś po głowie zaczęły chodzić niegrzeczne myśli. Słowianka zacisnęła łapki na materiale jego szaty, na wysokości klatki piersiowej i posłała Smokowi zawadiacki uśmieszek. Oj się chyba o coś prosiła…
Nie chciała być brutalna i bezpośrednia, ale w dzisiejszych czasach wampirów trzeciego pokolenia było coraz to mniej i jak tak dalej pójdzie staną się one tylko wspomnieniem w umysłach najstarszych wampirów, jak to jest teraz z drugopokoleniowcami. Wampiry dążyły do zagłady – najpierw zniknęły, jedynki, potem dwójki… teraz było coraz to bliżej momentu, w którym to po świecie przestaną chodzić prawnuczęta Lilith. I tak będzie z każdym kolejnym pokoleniem… Aż wyginą wszyscy. Posiadania w swoich szeregach trzeciopokoleniowca było niezmiernie… pożądane.
Lin, nie zrozum mnie źle… Ale wampirów w Twoim wieku na tym świecie jest coraz to mniej i zapewne on oraz fakt, że jesteś synem Ijli może pozytywnie wpłynąć na decyzję o ponownym Twoim przyjęciu do rodziny – powiedziała, nieco niepewnie. Nie wiedziała, jak zdecydują Rasputini, nie znała ich kompletnie, ale ten tok myślenia wydawał się jej być logiczny. Miała jednak nadzieję, że ich pobudki były bardziej głębokie niż ona myślała. – Czy czuję się winna? Nie. Jedynie trochę zagubiona. Myślę, co ze sobą zrobić, czym się zająć. Chciałam zacząć badać wpływ ziół na wampirzy organizm. Myślisz, że to dobry moment? – zapytała, spoglądając na lubego, a jednocześnie zmieniając trochę temat.
_________________

Do września wszelkie posty w tygodniu ode mnie będą TYLKO wieczorami.
Jak odmieniać imię Żywia?
[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:Żywia Wang

Zgoda na multikonto
Wysłany: 2017-06-21, 00:05 [Cytuj]

No, no. Ktoś faktycznie domagał się uwagi i to w niekoniecznie grzeczny sposób. Trochę go to bawiło, ale z drugiej strony rozumiał. Dla Żywii kilkumiesięczne rozstanie trwało wieki, do niego to norma. Ona wciąż odczuwała wszystko intensywniej, stąd pragnienie poznania. Potrzebowała też zapomnieć, a więc poprzez uniesienie. Lin może i nie był zbyt wylewny, tym nie mniej dobrze wiedział jak to jest.
W odpowiedzi na zaczepkę przejechał dłonią po poliku wampirzycy. Nim się zatrzymał dokonał obrysu linij jej szczęki, a potem szyi. Miękkie opuszki uparcie pieściły lekko zwilżoną skórę do momentu kontynuacji rozmowy. Wtedy Lin się wycofał na rzecz spoczęcia na krawędzi łóżka.
- Na to liczę. - odpowiedział. Czarnowłosy dobrze wiedział jak to jest mieć siłę, jak to jest być siłą. Z drugiej strony takie ryzyko... Jakby nie patrzeć paszcza czasem gryzła rękę która karmiła. A on?
- Uczucie dyskomfortu w końcu minie. Nie znam się zbytnio na medycynie jednak to co proponujesz może być dobrym rozwiązaniem. Jeśli ci Rasputini są jak mój stwórca, to ufam, że chętnie przyłączyliby się do takich badań. - tutaj gad strzelał. Nie wiedział jak to się przyjmie w praktyce.
Chwilę ciszy przerwał szelest materiału. Wampir rozwiązał górną część odzienia.
_________________

Notatnik
[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:Lin Daiyu Wang

Zgoda na multikonto
Pomógł: 2 razy
Wysłany: 2017-06-21, 18:56 [Cytuj]

Żywia była bardzo grzeczna, ja nie wiem, o co chodzi. Tylko poprawiała mężowi koszulę, jak na idealną żonę przystało tak? Ależ oczywiście, nic innego po głowie jej nie chodziło. Jednakże prawdą było to, że dla niej te kilka miesięcy było dosyć długim okresem. Nie przywykała do tego typu rozstań. Dla Lina to było zaś normalne – za jego czasów mężczyzna szedł na wojnę, nie było go po kilka lat. A czasem nawet wcale do domu nie wracał…
Przymknęła oczy delektując się jego dotykiem… delikatny, niemalże eteryczny, a jednocześnie powodował rozchodzenie się przyjemnego ciepła po całym ciele i uczuciu motyli w brzuchów. Oj zdecydowanie jej tego brakowało, dlatego niemal lgnęła do Lina niczym kotka. Mruknęła również z niezadowoleniem, gdy pieszczoty się skończyły.
Musieliby być głupi, żeby odesłać Cię z kwitkiem – przekazała do Lina już w myślach. Familianci co jakiś czas przechadzali się korytarzem, nie miała pojęcia czy przypadkiem sypialnia nie jest monitorowana czy nasłuchiwana, a nie chciała podpaść Ruskim już podczas pierwszej nocy swojego pobytu tutaj.
Wiem. Z drugiej strony nie mam tutaj zbytnio warunków, nie będę się Rasputinom ze swoimi ziołami do ogródka pakować – mruknęła niezadowolona. Dopóki nie wrócą na Krym i nie zrobi z rezydencją Lina porządku, będzie musiała zaprzestać swojego ogrodniczego hobby na jakiś czas. Szkoda, szkoda…
Żywia, w przeciwieństwie do Lina, nie usiadła od razu. Przyglądała się, jak Smok zaczyna się pozbywać górnej części swego odzienia. Bacznie obserwowała każdy ruch jego dłoni, by w końcu zobaczyć swojego lubego z gołym torsem. I że to niby ona go kusiła?!
Bez słowa podeszła do Lina i okrakiem usiadła na jego kolanach, by następnie objąć jego szyję. Uśmiechnęła się do niego w ten jedyny, niepowtarzalny i zarezerwowany tylko i wyłącznie dla niego sposób. W policzkach Słowianki pojawiły się dołeczki i ukazała rządek białych ząbków. Złote fale, jeszcze na wpół mokre, opadały swobodnie na jej plecy, ramiona i piersi, które były skryte jedynie pod cienkim materiałem satyny.
Co zrobisz, Smoku? Twoja boginka siedziała pod jabłonią i wyciągała rękę ku ciemnej pieczarze, zapraszając Cię do wspólnego rozkoszowania się dzisiejszą nocą.
_________________

Do września wszelkie posty w tygodniu ode mnie będą TYLKO wieczorami.
Jak odmieniać imię Żywia?
[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:Żywia Wang

Zgoda na multikonto
Wysłany: 2017-06-21, 20:11 [Cytuj]

Kwestię przyjęcia Lin postanowił przemilczeć. Czas pokaże, które z nich miało rację. Teraz wolał się tym nie przejmować. Wolał skupić umysł na czymś innym, oczy zresztą też, a skoro Żywia postanowiła się tak wygodnie rozgościć się na jego kolanach… I to niby, że on ją kusił tak? Pragnę zaznaczyć, ze pokazanie kawałka skóry czy też torsu nie było niczym perwersyjnym.
Ręce czarnowłosego wampira z automatu powędrowały na krągłe biodra. Jeśli myślicie, że Linowi chodziły sprośne myśli po głowie, to byliście… jesteście w błędzie. Otóż po dogodnym ułożeniu rąk, smoczątko w swoim następnym odruchu oparło również głowę – twarz mimowolnie schowała się w uroczym zagłębieniu szyi. Brakowało muśnięć i pieszczot. Drapieżnikowi chodziło raczej o leniwe napawanie się słodkim zapachem Słowianki, która tak ochoczo do niego lgnęła.
- Lubię twój zapach. – wymruczał Lin w przerwie pomiędzy kolejnym wdechami. Cały czas trzymał Słowiankę na swoich kolanach będąc zupełnie nieprzejętym grasującymi familiantami. Drzwi od pokoju były zamknięte tak więc jeden problem z głowy. Podsłuchem i innymi tego typu rzeczami się nie przejmował – po pierwsze nie wiedział, że takowe występowały w moskiewskiej domenie, a po drugie to nie on będzie miał problem, gdy nagle dojdzie do czegoś niegrzecznego. Najwyżej ktoś uzyska dostęp do seks nagrania. Wielkie halo. Jedni trzymali w swoich komputerach gej porno, a inni grzmocili się na lewo i prawo w pokojach. Bo to pierwszy raz?
- Jeśli potrzebujesz możesz wykorzystać moją rezydencję do pracy. Jan nie będzie miał nic przeciwko. – żeby on tam jeszcze był… Kurcze. Linowi będzie przykro kiedy dojdzie do… a zresztą. Nie myślmy o tym. Nie teraz.
_________________

Notatnik
[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:Lin Daiyu Wang

Zgoda na multikonto
Pomógł: 2 razy
Wysłany: 2017-06-21, 22:20 [Cytuj]

Słowianka wtuliła się w Lina i wplotła palce w jego długie włosy. Cieszył ją ogromnie fakt, że Smok ich nie ścinał. Zdecydowanie dodawały mu swoistego uroku i po prostu bardziej do niego pasowały, choć nie bardzo się komponowały z wizją współczesnego świata. Ale czy to ważne? Ludzki świat nie był ich światem – oni tylko się wtapiali w tłum, udając i grając kogoś, kim nie są. Zasady obowiązujące człowieka nie miały żadnego znaczenia dla wampira.
Co jeszcze we mnie lubisz? – zamruczała mu do ucha. Łapką zjechała niżej, na kark Smoka i zaczęła go delikatnie masować. Pozwalała Linowi napawać się jej zapachem, ona zaś starała się czerpać przyjemność z jego bliskości. Lgnęła do niego, domagając się jak największej atencji i bliskości, spragniona i stęskniona całego jego…
Prawdę powiedziawszy Żywia nie przejmowała się tym, co familianci pomyślą o nich jako o dwójce wampirów. Aczkolwiek pewne kwestie wolała przemilczeć, tak ze względów bezpieczeństwa i jak będzie miała pewność, że jej słowa nie dotrą do niczyich uszu, to wtedy z Linem na ten temat porozmawia. Teraz miała zupełnie inne… priorytety.
Też o tym myślałam, ale to dopiero po powrocie na Krym – mruknęła. Aczkolwiek kwestia ziółek i samych badań zeszła na drugi, a może i na trzeci plan. Lin mógł poczuć jak na początku delikatny masaż karku zyskał na intensywności, aż w grę weszły też i pazurki, które zaczęły drapać szyję mężczyzny, zahaczając też o kawałek pleców. – Z dotychczasowych badań wiem tyle, że afrodyzjaki wymieszane z krwią spełniają swoje działanie... – dodała po chwili. Czy była na jakimś haju? Cóż. Tu Lin musiał użyć swojej dedukcji.
_________________

Do września wszelkie posty w tygodniu ode mnie będą TYLKO wieczorami.
Jak odmieniać imię Żywia?
[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:Żywia Wang

Zgoda na multikonto
Wysłany: 2017-06-21, 22:38 [Cytuj]

Widać ktoś tutaj miał niebywałą chcicę na niegrzeczne rzeczy – nie, wcale nie wskazuję bezczelnie paluchem na pewną młodą niewiastę i wcale nie twierdzę, że to co robi jest zła i amoralne! Napastowanie biednego wampira! Ładnie to tak? A teraz…
Lin nie powiedział, że to co robiła Zywia było niemiłe, wręcz przeciwnie. Przechylił lekko głowę jakby domagając się większej ilości cudownej pieszczoty karku. Zaczął nawet cicho mruczeć, a potem warczeć, gdy do zabawy wkroczyły pazurki. Uśmiechnął się pod nosem, tym nie mniej zamiast spełnić życzenie spragnionej kobiety postanowił – świadomie zresztą – troszeczkę się z nią podroczyć. Ot tak dla zwykłego kaprysu.
- Wszystko. – i właśnie dlatego, tuż po wyszeptaniu pojedynczego słowa, Lin podrażnił zwilżoną skórę szyi Słowianki swoim gorącym oddechem, wpierw raz, potem drugi i trzeci, a potem kilka kolejnych razów. Znaczył sobie w ten sposób niewielki obręb terenu, który momentalnie padł ofiarą czułego muśnięcia. Czułego i niewinnego ma się rozumieć. Powoli, a wręcz leniwie przesuwał miękkie wargi ust, raz w górę, raz w dół nigdy przy tym nie wykraczając poza oznaczony obszar.
Mięśnie ciała uległy spięciu. Smok naprężył się dumnie, gdy szpony świadomie przebrnęły wzdłuż smukłej talii, aż na plecy – z jednej strony Azjata objął czule swoją partnerkę, z drugiej zaś jakby świadomie drażnił skórę jej ciała wraz z materiałem bluzki miękkimi opuszkami palców.
- Mhm… Coś chcesz, ale nie do końca wiem co. Musisz mi powiedzieć. – i w tym momencie bariera tolerancji poszła się brzydko mówiąc kochać. Lin z czułego smoczątka stał się sadystą. Świadomie igrał z zachcianką Słowianki – tulił ją, dotykał i pieścił jednocześnie nie przekraczając cieniutkiej bariery.
_________________

Notatnik
[Profil] [PM] [E-mail]
Autor:Lin Daiyu Wang
Wyświetl posty z ostatnich:
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do UlubionychWersja do druku
Skocz do:  


phpBB by przemo   kontakt@darkestnight.pl
Strona wygenerowana w 0,187 sekundy. Zapytań do SQL: 10

zamknij okno
Mistrz Gry

[MG] Mina

Sieczka to jej specjalność. Niezależnie czy posługujesz się bronią palną czy bronią białą, poprowadzi dosłownie każdą walkę. Dobrze się czuje w klimatach słowiańskich i azjatyckich - zwłaszcza Japonia oraz Korea (zarówno Południowa jak i Północna). Sesje z wampirami czy z ludźmi nie są żadnym problemem, w przypadku wilkołaków wciąż się uczy. I żadna drama jej niestraszna!

Multi: Żywia Wang, Xiao Xing Tang, Jane, Malavika Draculesti
Mistrz Gry

[MG] Hella

Forumowa (nie)dziewica. Nieustannie się uczy, patrzy, podgląda i zapamiętuje. Poza tym lubi troll-sesje. Bardzo. Zatem zaprasza wszystkich do wspólnego śmieszkowania! Na wilkołakach się nie wyznaje i przyznaje się do tego bez bicia, co nie zmienia faktu, że chętnie poprowadziłaby coś jakiemuś Dziecku Luny. Umie trochę w medycynę i uwielbia opisywać (i zadawać) obrażenia. Zatem może walki? Wciąż się uczy, wciąż odkrywa i da znać, jak będzie wiedzieć w czym czuje się najlepiej.

Multi: Gustav Tordivler, Yumiko Kobayashi
Mistrz Gry

[MG] Brutus

Osoba uniwersalna pod każdym tego słowa znaczeniem. Może poprowadzić Ci wszystko, absolutnie wszystko, zaczynając od polowania na wampiry, przez poszukiwanie detektywistyczne i sceny walki czy zabicie Cezara w Idy Marcowe. Lubi futrzaki i trwałe okaleczanie postaci.

Multi: Kostya, Hernando Reyes
Mistrz Gry

[MG] Amara

Dopiero zaczyna swoją karierę jako Mistrz Gry. Miła dla wszystkich, aczkolwiek w czasie prowadzenia sesji może wydać Ci się najgorszą osobą na świecie. Dopiero uczy się pomidorowego fachu, więc przygarnie wszystkie sesje - klimatyczne, zagadkowe czy z walką w tle (troll sesja też by się przydała!). Pozytywnie nastawiona do światała wokół niej. Naczelny słodziak forum.

Multi: Anna Iwanow, Maya Krause
Mistrz Gry

[MG] Westenra

Jeśli oczekujesz dynamicznej rozgrywki - to jest z pewnością nadającą się do poprowadzenia Ci sesji osobą. Niezależnie od tego czy sesja ma być poważna, czy skłaniająca ku zabawie, dotycząca wdrożenia do fabuły lub samego rozwoju postaci - będzie plan na dobrą rozgrywkę. Pomysłowa i chętna do pomocy, głównie zajmująca się działaniem na Wyspach i we Francji, ale też nie ma problemu, aby poprowadzić sesję w innej części świata. Chętnie poprowadzi sesję ludziom oraz wampirom. Pomoże w każdej sprawie na GG lub PW. Lubi tematykę dawnych wierzeń, historycznych motywów oraz wątków w których Gracz ma szansę zostać Larą Croft lub Indianą Jonesem. Psst. Lubi komplementy.

Multi: Alexander Fraser, Narcisse
Mistrz Gry

[MG] Pam

Lubi sesje lekkie oraz takie, które wpłyną na postać. Potrafi dostosować się do każdej sytuacji dzięki czemu rozgrywki prowadzone są gładko i sprawnie. Nie przepada za wilkołakami, azjatycką kulturą, militariami oraz walkami w zwarciu czego powodem jest niewystarczająca wiedza do poprowadzenia sesji na wysokim poziomie. Otwarta na uwagi oraz pytania. Wykazuje się wiedzą, którą urozmaica prozaicznie proste tematyki sesji. Leniuszek preferujący wolniejsze gry. Zawsze podpytuje Gracza czego się od niej wymaga.

Multi: Dione Floros, Ophelia Anderson
Mistrz Gry

[MG] Akasha

Świeżutki Mistrz Gry. Dopiero wkracza w świat prowadzenia sesji. Pełna pomysłów i nieposkromionej energii do prowadzenia sesji. Sesje: komedie, tragikomedie lub pełne patosu, do wyboru do koloru. Z chęcią spróbuje każdego rodzaju. Poprowadzi sesję każdemu i jaką by duszyczka zapragnęła. Uwaga tylko by ta duszyczka do piekiełka nie trafiła. Nadal poszukuje najbardziej odpowiadającego dla niej motywu sesji.

Multi: Hessa Nejem, Beatrice Lange
Mistrz Gry

[MG] Anne

Anne zależy przede wszystkim na solidnej rozgrywce i elastyczności względem działań graczy. Stara się dopasować graczom takie sesje, które będą nawiązywały do ich Kart Postaci i preferencji gry. Osobiście preferuje rozbudowane, mające możliwie jak największy wpływ na postać sesje. Bardzo dobrze zna realia uniwersum DarkestNight. Na miarę swoich możliwości postara się odpowiedzieć na wszelkie nurtujące gracza pytania. Pomoże w wykreowaniu postaci, a także chętnie wykona kilka avatarów.

Multi: Charlene Page, Leila Nejem
MODERATORZY
Moderator

[M] Oaz

Moderator działu retrospekcji.

Multi: William E. Nejem, Takeshi Okage, Zofia Kowalczyk
zamknij okno
Chcesz się z nami wymienić banerami? Napisz do nas na adres kontakt@darkestnight.pl lub bezpośrednio do Głównej Administratorki selene@darkestnight.pl


zamknij okno
ACT IX: WILL BE HOWL FOR ME WHEN I AM DEAD




W przeciągu ostatnich dwóch lat w świecie nadnaturalnych istot wydarzyło się tak wiele, że aż odnosiło się wrażenie, iż po kilkuset latach ciszy własnie nastąpiła burza. Burza co rusz zbierająca swoje żniwa. W przeciągu ostatnich dwóch lat zginęło i zniknęło o wiele więcej długowiecznych niż kiedykolwiek wcześniej... Najpierw odrodził się Zakon Smoka, by szybko zniknąć z kart historii i mapy, później nastąpiły choroby wampirów i lykan aż w końcu uderzyła Sekta. Sekta i jej opozycja, Inconnu - nieustająca od dziesiątek setek lat wojna, która zabrała pośród nadprzyrodzonych istot największe żniwa w ich historii.
A żniwa nie ustawały.
Wraz z upadkiem Londynu we wrześniu 2016 r.; wraz z upadkiem Big Bena i Parlamentu Angielskiego; wraz ze śmiercią Królowej Elżbiety II i jej małżonka Filipa oraz przejęciem władzy w Wielkiej Brytanii przez Królową Rosemarie i wyjściem na ulicę zdeformowanych, zdziczałych bestii nastąpił chaos. Chaos, którego rozwój został jednak powstrzymany za sprawą stanu wojennego w Londynie.
Ten chaos został jednak wykorzystany przez osoby, które upatrzyły w nim szansę dla siebie. Wykorzystały one możliwości jakie ofiarowała im Sekta swoimi śmiałymi i radykalnymi posunięciami. Gdy długowiecznym udało się ustabilizować sytuację i powstrzymać dalszy upadek Maskarady, oni niespodziewanie uderzyli.
Ród Drăculești zaczął dostawać sygnały o podejrzanych, niekiedy masowych morderstwach i przypadkach kanibalizmu na swoim dawnym terytorium, Rumunii. Rodzina Igelström z kolei dostaje od swoich informatorów wysoce alarmujące działania na terenie Islandii, które mogłyby doprowadzić do upadku Maskarady: zgonach i pojedynczych kanibalach. Familia Nejem musi się zmierzyć z narastającym problemem w Indiach: pogłoskach o silnym i szybko uzależniającym narkotyku, który doprowadza do błyskawicznych zgonów i kanibalizmu. Ród Page z kolei mają nie lada problem w Szwajcarii, gdzie w szpitalach i przychodniach pojawiają się masowe ilości osób uzależnionych od nieznanego lekarzom narkotyku, na który nie znają leku. Ród Rasputin również nie ma łatwo: będą musieli powstrzymać na terenie Ukrainy fale bestialskich, wygłodniałych ludzi, których nikt nie jest w stanie zatrzymać. Rodzina Reyes zaś od jakiegoś czasu zaczęła dostawać informacje o nasilających się śledztwach z różnych grup społecznych w sprawie narkotyku, który nie uzależnia, ale daje chwilowego kopa fizycznego czyniąc z człowieka krótkotrwale prawdziwego berserka. Jedynie w przypadku Familii Táng zdaje się być spokojnie...